Ziemia na środku wody
Gdy opuszczaliśmy estońską wyspę Hiiumaa, zauważyłem brak kurtki. Musiałem ją zostawić w portowym barze na poprzednim postoju. Wyspa nie jest zbyt duża, ale stało się to jednak na jej drugim końcu. Niebawem przypłynąć ma prom, ostatni tego dnia. A my musimy być wieczorem w Tallinie.
Moi przyjaciele zdecydowali się zaryzykować i pojechali. Zostałem sam na pomoście, by w razie potrzeby błagać kapitana o chwilę zwłoki.
Zdążyli, na ostatnią chwilę przed promem. W dodatku wrócili z kurtką. Wisiała sobie spokojnie przez kilka godzin na kołku, wędząc się w powietrzu nasączonym papierosowym dymem i skwaśniałym od piwnego oparu. Nikomu nie przyszło do głowy, by ją sobie przywłaszczyć.
Każdy, kto choć raz w życiu znalazł się na prawdziwej wyspie, wie, że czas płynie tam inaczej niż na dużym lądzie. Podróżnik czuje to już w chwili, gdy prom, z którego wysiadł, zaczyna odbijać od nabrzeża. W tym momencie tracą znaczenie wszystkie sprawy, które tak zaprzątają go po tamtej stronie. Nie pozostaje mu nic innego, jak poddać się temu spowolnionemu rytmowi, właściwemu życiu wyspiarzy.
Wszystkie wyspy, niezależnie od tego, do którego kontynentu należą, posiadają ów specyficzny klimat - przekonuje nas Steve Davey, fotograf i reporter. Jego książka jest szeregiem krótkich, lecz sugestywnych wypadów na czterdzieści wysp, rozrzuconych po całym świecie. W zestawie tym przeważają tropiki, od wschodniego wybrzeża Afryki, przez Azję Południowo-wschodnią, Polinezję, aż do Ameryki Łacińskiej, choć nie zabrakło tam także mroźnego Svalbardu, Ziemi Ognistej i Nowej Fundlandii. Obficie reprezentowane są wyspy Morza Śródziemnego i zachodnich, celtyckich kresów Europy.
Głównym walorem książki są zdjęcia. Davey, z pomocą Marca Schlossmana, stworzył galerię obrazów nie tylko pięknych, ale też niebanalnych. Nie interesowało ich to, co krzyczy, lecz to, co skłania do refleksji. Na Ibizie, gdzie tysiące ludzi jadą tylko po to, by się tam wyszaleć, fotoreporterzy wypatrzyli ciche zatoki i senne zaułki leżących na uboczu portowych osad.
Sark, najmniejsza z głównej grupy archipelagu Wysp Normandzkich, jest - jak pisze Davey - ostatnią w świecie zachodnim ostoją feudalizmu. Rządzi nią Wielki Suweren, na mocy przywileju, nadanego w 1565 r. przez królową Elżbietę. Na wyspie nie ma samochodów, a bagaże turystów przewożone są przez traktory. Jeśli ktoś nie lubi pieszych wędrówek, pozostaje mu rower lub... konny powóz.
Jakby na przekór własnej tezie Davey umieścił w książce wyspę tętniącą życiem - Hongkong. Jednak nie jest to wyspa typowa, gdyż wyrosłe na niej miasto rozrasta się nie tylko wzwyż, ale i na boki, wyrywając morzu coraz to nowe połacie lądu pod zabudowę ze szkła i ze stali. Czy zatem Hongkong w ogóle jest jeszcze wyspą?
Mimo hałasu zmian i postępu cywilizacji wyspy - te małe i te większe - pozostaną chyba oazami spokoju i wytchnienia dla człowieka, który chociaż na chwilę pragnie uciec od spraw absorbujących miliony ludzi na dużej ziemi.
@RY1@i02/2009/188/i02.2009.188.184.006a.101.jpg@RY2@
Krzysztof Pacuła/Forum
Wyspiarzom kłopoty dużego lądu wydają się błahe
@RY1@i02/2009/188/i02.2009.188.184.006a.102.jpg@RY2@
Steve Davey, Marc Schlossman "Niezapomniane wyspy, na które warto uciec choć raz"
Jacek Borkowicz
jacek.borkowicz@infor.pl
Gwiazdkę przyznajemy za:
ciekawą narrację;
kompetencje autora;
solidne tłumaczenie i redakcję;
atrakcyjną grafikę;
oryginalny pomysł na książkę.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu