Wcielenie paradoksu
Jakie było dla literatury przemijające właśnie dziesięciolecie? Z jednej strony łamaliśmy najtrwalsze tabu i zdzieraliśmy sobie z twarzy kolejne maski, z drugiej - oddawaliśmy się masowej lekturze eskapistycznej, baśniowej fantastyki
Literatura ma mówić prawdę o nas samych. Niezależnie od tego, jakie stosuje chwyty, jak negocjuje swój kontrakt z rzeczywistością - czy dokładnie zaciera ślady po realnych zdarzeniach, czy ewentualnie puszcza do nas dobrotliwie oko, podsyłając rozmaite tropy - pozwalamy jej na wszystko, byle tylko spełniła swoją obietnicę. Umożliwiamy jej kłamstwo w nadziei, że na końcu otrzymamy prawdę.
Literaturze uchodzi na sucho wykorzystywanie ludzi, wyciąganie na światło dzienne najgorszych cech naszego gatunku, wielogodzinne dręczenie bliźnich na naszych oczach, a także - co może najważniejsze - robienie z językiem takich rzeczy, jakich nie powstydziłby się najbardziej zapiekły erotoman.
A jednak zachodzi istotne podejrzenie, że literatura mijającej właśnie dekady nieco przesadziła. Co innego delikatnie stuknąć nas w ramię, zasugerować mentalne problemy, koleżeńsko dać darmową poradę psychologiczną, a co innego zburzyć fundamenty, na których zbudowane było nasze dobre zdanie o nas samych. Czy naprawdę chcieliśmy wiedzieć o sobie to wszystko? Że - jak u Houellebecqa - jesteśmy sfrustrowanymi onanistami, którzy stracili podstawowe umiejętności międzyludzkiej komunikacji? Że ponad społecznie usankcjonowaną wiarę w naukę i nowoczesne technologie przedkładamy miłość do nieśmiertelnych wampirów i małego chłopca z czarodziejską różdżką? Że desperacko pragniemy, by ktoś - najlepiej 35-letnia i nieprzyzwoicie bogata kobieta w podróży z Ameryki aż na Bali - wskazał nam drogę w zagmatwanym świecie? Że wprawdzie umarła w nas wiara w Boga, ale na pewno nie w masońskie spiski?
Literatura dekady, z którą się właśnie żegnamy, to właściwie ruska nierządnica, która przyszła nas dręczyć w myśl zasady, że wszystkie chwyty dozwolone. Jeśli tylko za nią zapłacimy, jest gotowa zrobić z nami wszystko. Gdyby zestawić ze sobą dwa ostatnie dziesięciolecia, okazuje się zresztą, że sztuka słowa poczyniła spore postępy na drodze moralnego zepsucia. Ci, którzy ją tworzą, gremialnie porzucili pustelnicze nory na rzecz wygodnych foteli w telewizyjnych studiach. Przy ocenie talentu coraz częściej liczyła się metryka, nie warsztat. Piękni czterdziestoletni zostali zdetronizowani przez szpetnych, lecz sprytnych dwudziestoletnich. Książki skurczyły się do rozmiarów broszurki o AIDS albo w ogóle zmieniły nośnik.
Literatura przyszła nam powiedzieć, że mówimy innym językiem - pełnym skrótów i niedbałości, drastycznie innym niż ten, o którym naiwnie sądziliśmy, że mamy go w ustach. Choć z jednej strony perfekcyjnie opanowaliśmy politycznie poprawne formułki i umiemy przepraszać za krzywdy we wszystkich językach świata, wystarczy drobne dotknięcie, by otworzyć puszkę Pandory i uwolnić stare zatargi. Choć z wypiekami na policzkach czytamy o biednych chińskich Chińczykach i sprostytuowanych prostytutkach, w realnym życiu głosujemy na partie, które ich interesy i krzywdy mają głęboko gdzieś. Potrafimy z jednakową satysfakcją wgryzać się w brednie Dana Browna, co w błyskotliwe analizy Zadie Smith. Raz po raz niweczymy zasadę realizmu, żeby popływać w eskapistycznym jeziorku rozmaitych czytadeł.
Bo tak naprawdę literatura - niezależnie której dekady, choć w tej było to chyba najbardziej widoczne - mówi nam, że jesteśmy paradoksalni. I dlatego chyba wciąż się nami interesuje. Mijające dziesięciolecie udowodniło nam, że z tego zainteresowania rodzą się różne rzeczy, czasem pokraczne, czasem wyjątkowo udane. Ale literaturze - o czym już była mowa - wszystko się wybacza. Dlatego że jest.
@RY1@i02/2010/250/i02.2010.250.196.0033.001.jpg@RY2@
FOT.JACEK MARCZEWSKI
Czerwiec 2008 roku - Michel Houellebecq podczas wizyty w Polsce
Patrycja Pustkowiak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu