Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Pozostałe premiery kinowe

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Gdy w latach 20. Igor Strawiński uciekł do Paryża przed ogarniającą Rosję rewolucyjną gorączką, Coco Chanel udzieliła schronienia jemu i jego rodzinie. Film Jana Kounena, podobnie jak powieściowy oryginał Chrisa Greenhalgha, idzie śladami rzekomego romansu genialnego kompozytora i najsłynniejszej projektantki mody.

Coco (Anna Mouglalis) wciąż nie może pozbierać się po tragicznej śmierci kochanka. Igor (bardzo dobry Mads Mikkelsen) cierpi na twórczą niemoc, przeżywa wyjazd z Rosji i kryzys w małżeństwie. Związek obojga - gwałtowny, nieoczekiwany - nie da im prawdziwej miłości, ale pozwoli na spełnienie w sztuce: Coco zaprojektuje legendarny zapach No. 5, Strawiński stworzy nowe kompozycje.

Po fenomenalnym początku - wspomnieniu z paryskiej premiery "Święta wiosny", która nieomal doprowadziła do zamieszek - film traci tempo, zmieniając się w leniwie poprowadzoną psychodramę. Dystans może być atutem - zwłaszcza zderzony z pięknie fotografowanym i wystylizowanym światem paryskiej bohemy. Emocji i namiętności jednak brakuje.

@RY1@i02/2010/245/i02.2010.245.196.026b.001.jpg@RY2@

Rozczarowująca próba ukazania szczenięcych lat Johna Lennona - zamiast frapującego portretu twórczej jednostki wyszedł konwencjonalny i nudny rodzinny melodramat. Debiutująca w roli reżysera artystka wizualna Sam Taylor Wood koncentruje się na ciekawym etapie życia chłopaka z Liverpoolu: nastoletniego buntownika, który w latach 50. odkrywa rocknrolla. Jednak muzyczne poszukiwania stanowią tak naprawdę tło dla smutnej rodzinnej historii: porzucony przez matkę John (Aaron Johnson) wychowywał się w domu surowej ciotki (Kristin Scott Thomas). U progu dojrzałości próbuje odbudować naderwane więzi z trzpiotowatą mamusią, która odkrywa przed nim uroki artystycznego życia.

Niestety całość tonie w melodramatycznym sosie, zaś psychoanalityczna interpretacja genezy twórczości Lennona wydaje się po prostu strasznie tandetna. Film jest w gruncie rzeczy przyzwoity, obsada dość satysfakcjonująca, ale za zmarnowanie takiego potencjału - początki The Beatles! osobowość Lennona! - należą mu się baty.

@RY1@i02/2010/245/i02.2010.245.196.026b.002.jpg@RY2@

Główną zaletą "Małych grzeszków" jest to, że choć akcja toczy się na pięknej wysepce Morza Egejskiego, daleko filmowi Christosa Georgiu do landrynkowej wizji Grecji, jaką serwuje Hollywood.

Leonidas to młody policjant, który zbyt wiele do roboty nie ma. A to pogrozi palcem łobuzowi, a to przegoni naturystów z plaży. Wszystko do czasu, gdy leniwą egzystencję miasteczka przerwie prawdziwa zbrodnia - Leonidas znajduje ciało miejscowego pijaczka Zachariasza i od tej pory snuje fantastyczne domysły na temat jego śmierci. Do niemrawego śledztwa wkrótce przyłącza się piękna Aggeliki, nieślubna córka Zachariasza. Okaże się też, że śmierć pijaczka była na rękę mieszkańcom, którzy na miejscu jego domu chcą postawić park rozrywki.

Była szansa na niejednoznaczny, słodko-gorzki portret małej społeczności, ale Georgiu utopił swoją opowieść w sosie komedii romantycznej, zresztą niespecjalnie zabawnej. A gdy dotyka prawdziwych problemów, ucieka od nich, byle przypadkiem nie popsuć pogodnego klimatu filmu. Małe grzeszki, małe dramaty, ale i satysfakcja nie-wielka.

@RY1@i02/2010/245/i02.2010.245.196.026b.003.jpg@RY2@

Jakub Demiańczuk

Katarzyna Nowakowska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.