Ze ścieżki w bok
"Serce do gry" Piotra Wojciechowskiego cieszy literacką fantazją, umiejętnością zaskakującego puentowania i uważnej obserwacji. To ciepły, choć przesycony smutkiem zbiór opowiadań o samotności i przypadkowości
Piotr Wojciechowski dał się poznać jako autor jednego z najoryginalniejszych prozatorskich cykli w dziejach polskiej literatury drugiej połowy zeszłego stulecia. Począwszy od swojego debiutu powieściowego ("Kamienne pszczoły", 1967), przez kolejne znakomite książki - wymieńmy choćby "Czaszkę w czaszce", "Wysokie pokoje" czy "Obraz napowietrzny" - konsekwentnie budował alternatywną fabularną rzeczywistość, w której XX wiek, jaki znamy, ustąpił epoce Mitteleuropy, swego rodzaju uogólnionym Austro-Węgrom, zachowującym kulturową i etniczną różnorodność wchodzących w ich skład regionów. To było odważne - pisać w PRL-u o tym, że PRL nigdy nie zaistniał. Ale nie tu leży podstawowa wartość ówczesnej prozy twórcy "Kamiennych pszczół", tylko w jego sposobie postrzegania świata i prowadzenia narracji. Wojciechowski miał w sobie coś z Borgesa i coś z Itala Calvina - z taką lekkością mieszał realizm z mistyfikacją, tworzył ad hoc ideologie i mitologie, pozwalał sobie na purnonsensowe, erudycyjne żarty.
Wspomniany cykl został przez autora porzucony ponad dekadę temu - tak jakby upadek komunizmu był również odroczonym wyrokiem śmierci dla eskapistycznej rzeczywistości, którą Wojciechowski niegdyś powołał do życia. Pisarz nie przestał być jednak tym samym człowiekiem - obdarzonym wielkim talentem do tworzenia sugestywnej, zaskakującej, często ekstrawaganckiej fikcji, czego dowodem ukazujący się właśnie jego zbiór opowiadań "Serce do gry".
Otwierająca tom tytułowa (i znakomita) nowelka jest łącznikiem między starymi a nowymi czasy, stanowi bowiem fabularną odnogę powieści "Obraz napowietrzny" (1988), z którą posiada wspólnego bohatera i, nazwijmy to, scenografię osadzoną w świecie równoległym. Pozostałe teksty są mniej lub bardziej współczesne, odwołują się do polskiej historii ostatniego dwudziestolecia, niekiedy nawet w czytelnych ramach geograficznych. Łączy je, jak się zdaje, samotność głównych bohaterów, ich zagubienie i niepewność, trochę zaś ślepy traf, który decyduje o biegu ich życia.
Wojciechowski nader uważnie wychwytuje podstawową cechę kondycji człowieka początków XXI wieku - nieumiejętność wychwycenia sensu własnego losu. Postaci z jego opowiadań nie obejmują nigdy całości wielowymiarowej układanki, dobudowują do swoich biografii narracje i znaczenia, które nie mają pokrycia w rzeczywistości. Teatralizują zachowania i gesty, próbują nieudolnie wcielać się w nieadekwatne role - pisarz demaskuje to wszystko z ciepłą ironią, podkreślając wpływ przypadku, mylnej interpretacji, płonnych nadziei, sytuacyjnych, pustych deklaracji. W paru przypadkach wychodzi to Wojciechowskiemu przepięknie - jak w opowiadaniu "Przyślij zdjęcie, parę słów", w którym zmęczony życiem, osamotniony 60-latek wysyła listy do wszystkich ludzi, jacy kiedykolwiek zostawili mu swoje wizytówki, albo w nowelce "Opowieść o rozstaju" - gorzkiej balladzie miłosnej na dwóch mężczyzn i jedną prowincjonalną femme fatale.
Jednak Wojciechowski jest najlepszy wtedy, gdy uprawia zaskakującą konfabulację, wrzucając mimochodem w pozorny literacki realizm elementy całkiem do niego nieprzystające. Na zwykłym wiejskim horyzoncie nagle pojawia się nieznane miasto ("Dom dla Sylwii"), przypadkowo poznana dziewczyna okazuje się fascynatką go-shi, dalekowschodniej - i całkowicie fikcyjnej - sztuki tworzenia transowej muzyki za pomocą łuku i garnka ("Czarnoręki"), w bankomacie, z którego wypłacasz pieniądze, siedzi spocona urzędniczka, oglądająca uważnie karty płatnicze w poszukiwaniu oszustów ("Żanna, dziewczyna z bankomatu"). Nigdy nie wiadomo, w którym momencie pisarz postanowi skręcić z wydeptanej ścieżki w chaszcze, gdzie pod gładką powierzchnią oswojonego świata czają się wymarłe plemiona, surrealistyczne obrazy, nieoczekiwane wybrzuszenia na mapie. Pogratulować literackiej formy.
@RY1@i02/2010/240/i02.2010.240.196.0035.001.jpg@RY2@
FOT. MARCIN KALIŃSKI
Piotr Kofta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu