Dziennik Gazeta Prawana logo

Straszenie Marksem

29 czerwca 2018

Na wystawie "Nie mam czasu" Mladen Stilinović bada strukturę książki jak obiektu sztuki

Jak w muzeum pokazać książki, tak by prezentację można było nazywać wystawą? Kuratorka Ana Janevski po prostu wystawiła większą część zebranych publikacji na stołach, przy których może je oglądać każdy zwiedzający. Książki - choć bardzo oszczędne i minimalistyczne, na pozór wyglądające jak bezładny zlepek prawie nienaruszonych kartek A4 - stanowią doskonały wgląd w historię kulturalno-społeczną lat 70. byłej Jugosławii.

W książce Artist''s book również prezentowanej w MSN, Mladen Stilinović, mieszkający w Zagrzebiu poeta, twórca wideo, wreszcie plastyk samouk, pracujący nad artystycznymi książkami pisze, że dla niego sztuka znaczy nic. "Nic" w kontekście oddziaływania społecznego. I racja, bo działalność graficzna i książkowa w państwach bloku sowieckiego i byłej Jugosławii była nisko ceniona. Na tyle, że władza nie interesowała się poczynaniami artystów tej niszowej dyscypliny. W ślad za tym szła pewna wolność wypowiedzi. Widać to w prezentowanych na wystawie "Nie mam czasu" książkach z lat 70. Często ironiczny humor artysty wydaje się zakrawać na działalność wywrotową, ucieczka w tworzenie książek na tego typu działalność pozwalała. Takie zabiegi jak wymyślanie przez Stilinovicia bzdurnych haseł np. "praca to choroba" i podpisywanie ich jako cytaty Marksa skutecznie odstraszało cenzurę, bo i jak tu cenzurować artystę powołującego się na ojca socjalizmu, a tym samym ośmieszało jej działanie.

Czerwień na okładkach książek, bądź jako kolor czcionki, która staje się prymarnym kolorem większości realizacji, to przytyk do nadmiernie eksploatowanego karminu flagi. Stilinović komentuje też totalne ignorowanie artystów przez społeczeństwo, dla którego sztuka była dziedziną mało interesującą. Znalazło to wyraz w nonszalanckich pracach, tworzonych jakby ze świadomością tego, że i tak nikt tego oglądać nie będzie. Przykładem jest książka, której czyste białe kartki znaczone są strona po stronie jedną niedbałą kreską. Duża część z prac pokazywanych przy Pańskiej ma charakter żartu. Żartu z samej sztuki, której granice artysta zdaje się nie tyle naruszać, co przekraczać. Sam twórca, na konferencji prasowej wyrażał wątpliwość co do artystycznej wartości swoich książek, które często są tylko zbitką kartek z powielonym cytatem. Takie natrętne, powtarzane wielokrotnie powielenia, zaczynają śmieszyć. Jak choćby dopisek "pain", przy każdym angielskim słowie wyciągniętym ze słownika.

Wystawa nie pokazuje konkretnego problemu, który przepracowują kuratorzy, bo i ciężko o krytyczną pracę nad słabo rozpoznanym u nas materiałem, jakim są artystyczne książki Mladena Stilinovicia. Retrospektywna wystawa to udana próba przybliżenia polskiemu odbiorcy dorobku chorwackiego artysty

@RY1@i02/2010/230/i02.2010.230.196.042b.001.jpg@RY2@

"Save" - kolaż M. Stilinovicia

Aleksander Hudzik

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.