Filmowe marzenia się spełniają
Autor "Na północ od Kalabrii" Marcin Sauter odnajduje spokój na Dolnym Śląsku
Dokument. Po pierwsze, dlatego że jestem dokumentalistą i działałem jako dokumentalista. Po drugie, choć przy produkcji było zatrudnionych troje aktorów, to byli tam tylko dlatego, że wiedziałem, że wniosą na plan swoje osobowości, swój sposób rozmawiania z ludźmi. Dostali zadania do wykonania, bardzo luźno zakreślone zresztą, ale byli filmowani kamerą dokumentalną. Sytuacje, w których się znaleźli, nie były aranżowane - nie bardziej niż w jakimkolwiek innym dokumencie. Ale tak naprawdę nie zastanawiam się, czy to jest dokument, czy nie. Po prostu chcę robić filmy.
Szukaliśmy. W ramach dokumentacji objechaliśmy okoliczne miasteczka i kiedy dojechaliśmy do Chełmska, postanowiliśmy się tam zatrzymać, bo poczułem, że lepszego miejsca nie znajdę. Wyjściowa idea była taka, że wokół nas - czyli grupy ludzi, którzy występują w tym filmie - powinna skupić się jak największa liczba mieszkańców. Stąd pomysł zorganizowania festynu. Filmowaliśmy ludzi, którzy do nas wyszli w na poły zaaranżowanych, na poły prawdziwych sytuacjach, odsłaniających jednak ich prawdziwe charaktery.
Nie można po prostu przyjechać do miasteczka i zacząć filmować mieszkańców - nic by z tego nie wyszło, powstałby chaos. Trzeba to jakoś filmowo związać.
Nie było niefajnych momentów, bo o to w tym filmie chodziło. Tak też była dobrana ekipa, to moi przyjaciele - wiedziałem, że muszę zebrać takich ludzi, by coś dobrego zaczęło się dziać. Nie wiedziałem, czy ten film wychodzi, ale miałem poczucie, że coś bardzo fajnego i autentycznego wydarza się między nami a mieszkańcami Chełmska.
Grupa Paladino działa i pod pewnymi względami nigdy nie miała się tak dobrze jak teraz. Podstawą naszego działania jest robienie filmów, a każdy z nas właśnie wypuścił film dokumentalny. Trochę zmienił się skład Paladino - zamiast Piotra Stasika jest Michał Marczak, ale działamy, wspieramy się tak jak dotychczas.
Nawet ci sami ludzie występują w obu. Zawsze trudno mi odpowiadać na tego rodzaju pytania, ale kiedy się nad tym zastanawiam, dochodzę do wniosku, że motywacje do robienia filmów wynikają z jakichś moich spraw. "Kino objazdowe" powstało z moich licealnych marzeń, by takie kino po prostu stworzyć. Kiedy zostałem filmowcem, mogłem je zrealizować. Marzyłem też zawsze, by przeprowadzić się z dużego miasta do mniejszego, by znaleźć spokój i ciszę. W tym filmie mogłem zrealizować choć namiastkę tych pragnień.
@RY1@i02/2010/225/i02.2010.225.196.028a.001.jpg@RY2@
Marcin Sauter
Katarzyna Nowakowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu