Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Polskie mordy są kuchenne

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Twórcy magazynu "997" zaprezentowali prawie dwa tysiące zagadek kryminalnych. Michał Fajbusiewicz zdradza tajniki kręcenia swojego programu

Władze nie chciały się zgodzić na program przedstawiający sprawy niewykryte. Na szczęście przyjaźniłem się z młodymi oficerami z wydziału prasowego od generała Kiszczaka, którzy się do tego pomysłu zapalili. Oczywiście chcieli coś ugrać dla siebie. Żyliśmy w popłuczynach stanu wojennego, służby mundurowe straciły zaufanie społeczne. Tymczasem istotna część mojego programu opierała się właśnie na współpracy widzów z milicją. Zapewne to przeważyło i oni wychodzili zgodę na "997". Ale przez pierwsze cztery lata jeździłem na kolaudację do komendanta głównego MO. Sprawy, które poruszaliśmy, wybierała wierchuszka.

Absolutnym tabu była nieporadność milicji. A w tamtym czasie przestępcy już zaczynali wyprzedzać milicję - mieli lepsze samochody i broń.

Nigdy. Były natomiast awantury o to, że milicyjny pies miał nieregulaminowej długości linkę,albo że funkcjonariusz wyskoczył z radiowozu i gonił za przestępcą w rozpiętym mundurze.

Tajniaków nie było, ale przyjeżdżały tłumy milicjantów. Wierzyli w realizm "997". Zdarzyło się, że zatrzymali naszych aktorów jako podejrzanych o dokonanie przestępstw. Oni uważali ten program za swój. Większość spraw załatwiała za nas milicja. Jak potrzebowaliśmy czerwonego trabanta, to ściągali go z drugiego końca Polski. Kiedy właściciel nie chciał wynająć knajpy na zdjęcia, to dostawał nakaz. Do 1990 roku w odległe rejony lataliśmy wojskowym helikopterem. Dzięki tej mobilności ekipa mogła zaopatrzyć się w deficytowe towary. Pamiętam, że z Dębicy przywieźliśmy po komplecie opon do malucha, a w Szczecinie zaopatrzyliśmy się w kilkadziesiąt puszek słynnego paprykarza. Z Kosowa Wielkopolskiego, gdzie działała pierwsza prywatna fabryka papieru toaletowego, wróciliśmy z kilkoma workami tego rarytasu.

Średnio co druga emisja kończyła się zatrzymaniem sprawcy dzięki informacjom od telewidzów.

Ktoś przyniósł nagranie i tak zostało. Nie jestem pewien, czy oni wiedzą, że wykorzystaliśmy ich utwór.

Największą procentowo widownię mamy w więzieniach. Były nawet specjalne operacje. W celi pojawiał się nowy więzień z telewizorem i akurat tak się składało, że emitowano odcinek "997" z inscenizacją przestępstwa, w które mógł być zamieszany inny z osadzonych. Zdarzało się, że program był trochę spreparowany. Chodziło o to, żeby sprowokować komentarze i zarejestrować reakcję na pokazany materiał. Parę spraw udało się w ten sposób rozwiązać.

Więcej niż na Zachodzie jest u nas tzw. zbrodni kuchennych. Prawie trzy czwarte spraw to zabójstwa

w trakcie awantur rodzinnych i wśród znajomych. Nazwa wzięła się od najczęstszego narzędzia zbrodni - noża kuchennego. Nie ma u nas finezyjnych napadów i włamań. Skoku na bank nie było od kilkudziesięciu lat. Zdarzają się napady na oddziały

i filie, ale nikt nie próbuje obrabować centrali.

18 listopada pokażemy upozorowane samobójstwo sklepowej z okolic Mińska Mazowieckiego. Znaleziono jej zwłoki powieszone na drzwiach. Sprawca pozostaje bezkarny.

@RY1@i02/2010/220/i02.2010.220.196.005a.001.jpg@RY2@

Dziś, kiedy każda szanująca się stacja komercyjna ma w repertuarze własny magazyn kryminalny, trudno uwierzyć, że kiedy debiutował "997", takich audycji na świecie istniało zaledwie kilka. Najsłynniejszą była brytyjska "Godzina pytań".

Ten program zainspirował Michała Fajbusiewicza. Przygotowując "997", polski reporter zapożyczył od wyspiarzy patent, który skopiowali potem realizatorzy na wszystkich kontynentach. Chodzi o pomysł inscenizacji popełnionych przestępstw z udziałem profesjonalnych aktorów i statystów. Co ciekawe, Fajbusiewicz nie miał wtedy okazji, żeby bezpośrednio zapoznać się z walorami brytyjskiego oryginału - nad Wisłę nie dotarła jeszcze telewizja satelitarna. "Godzinę pytań" streścił mu Bogusław Wołoszański, ówczesny korespondent TVP w Londynie.

czar

Rozmawiał Cezary Polak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.