Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Przenicowany świat

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Rzadko zdarza się proza, która wprowadza w tak pozytywne zdumienie. Rzadko stajemy oko w oko z kobiecością tak obcą wszelkim kliszom i schematom, a przy tym tak bezwstydnie prawdomówną, jak w przypadku "Obsoletek" Justyny Bargielskiej

"Raz na kwartał, kiedy wypada marsjański pierwszy piątek miesiąca, mój wydawca przypomina sobie o mnie i pisze e-mail: »Przyślij mi jakieś swoje nagie zdjęcie«. Czasem wysyłam mu nagie zdjęcie, a czasem pytam, czy mogę mu wysłać zdjęcie, na którym wyglądam jak Matka Boska. A czasem w ogóle nic mu nie wysyłam, tylko odwracam kota ogonem i pytam, dlaczego już mnie nie kocha" - tak brzmi początek opowiadanka "Mój wydawca". To tylko drobna próbka osobliwości.

O czym są "Obsoletki"? Uczciwie muszę odpowiedzieć: nie wiem. To proza neurotyczna, utkana z absurdów, poddana logice koszmarnych snów. Są tu jakieś szpitalne korytarze, złowieszcze postaci w białych kitlach, Matki Boskie Licheńskie z odkręcanymi głowami, zdechłe koty, groby z lastryko. Plątanina obrazów, nieprzystających do siebie znaków, nieadekwatnych słów. Jest też coś, co w impresjach Justyny Bargielskiej powraca obsesyjnie: dziecko. Czasem to kilkuletnia dziewczynka, która idzie z mamą na basen, czasem świeżo wypluty z ciała noworodek, poroniony płód zamknięty w słoiku. Kobiecość w "Obsoletkach" to wiecznie krwawiąca rana po dziecku - urojonym, utraconym, nigdy nieistniejącym.

Autorka "Obsoletek", skądinąd znakomita poetka, laureatka tegorocznej Nagrody Literackiej Gdynia, udanie balansuje pomiędzy groteską a makabrą. W jej miniaturach świat zdaje się jakby wywrócony na lewą stronę. Tu dialogi nie służą komunikacji, skutki poprzedzają przyczyny, a powoływane do życia obrazy ulegają rozpadowi, zanim jeszcze na dobre zdążą się zmaterializować. Teksty Bargielskiej przypominają też trochę obrazy Fridy Kahlo: to surrealistyczne portrety kobiet w konstelacji płodów, krwawiących narządów, chirurgicznych narzędzi. "Obsoletki" w wielu momentach budzą śmiech, ale podskórnie są dramatyczną opowieścią o fatum macierzyństwa, poczuciu deficytu i osamotnienia, z których nie sposób się wyzwolić.

@RY1@i02/2010/216/i02.2010.216.196.038c.001.jpg@RY2@

Malwina Wapińska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.