Dzielni drwale budują Zachód
W popularnym amerykańskim micie drwal - tak jak kowboj - jest symbolem twardego pioniera, który tworzył fundamenty Stanów Zjednoczonych
Podbój Dzikiego Zachodu przez Amerykanów kojarzy nam się z kowbojami i stadami bydła gnanymi przez prerie, ale przecież drogę od Atlantyku do Oceanu Spokojnego wyrąbały także siekiery drwali.
Już pierwsi osadnicy, którzy w 1607 r. wylądowali na wybrzeżu Wirginii, musieli karczować dziewiczą puszczę, by na jej miejscu zbudować osadę Jamestown. Przez następne dwa stulecia, aż do pierwszych lat istnienia Stanów Zjednoczonych, strefa osiadła trzymała się wybrzeża: dalej w głąb lądu królowały odwieczne lasy. Dlatego pionierzy osadnictwa na Zachodzie byli jednocześnie drwalami. To ich trud w ciągu kilku pokoleń przemienił olbrzymią puszczę, rozciągającą się od Atlantyku po Mississippi, w krainę pól uprawnych i gwarnych miasteczek.
Z czasem wycinanie drzew przestało być sposobem na zdobywanie miejsca do życia, a stało się przemysłem. Amerykański drwal, lumberjack, zachował jednak pionierskiego ducha. Stuk jego siekiery słychać było zawsze tam, gdzie sięgała zachodnia granica USA. Pierwsze przemysłowe wyręby powstały w stanie Maine na wybrzeżu Atlantyku, kolejne - w połowie XIX wieku - w Minnesocie nad Wielkimi Jeziorami. Pod koniec stulecia drwale dotarli do rozległych lasów Oregonu, leżącego już nad Pacyfikiem.
W popularnej amerykańskiej legendzie lumberjack pozostaje do dziś, na równi z kowbojem, symbolem twardego pionierskiego życia. Jednak kowboje, wraz z zanikiem stepów, szybko przeszli do historii, a tradycyjny styl życia amerykańskich drwali przetrwał do dziś. Mimo nieuchronnej mechanizacji ich zawód nadal wymaga siły, zręczności i odwagi.
By ściąć drzewo, trzeba najpierw wykonać poziome cięcie do połowy grubości pnia - kiedyś robiono to ręczną piłą, dziś wystarczy spalinowa. Kolejne cięcie, ukośne, tworzy w pniu klinowatą wklęsłość. Jeśli drzewo jest duże, swobodnie zmieści się w niej leżący człowiek: sto lat temu w takiej właśnie pozycji lubili fotografować się prawdziwi amerykańscy lumberjacks. Dopiero wtedy można wykonać cięcie z drugiej strony, które powala drzewo. Jeśli zaniedba się tej procedury, pień złamie się w połowie na kształt "fryzjerskiego krzesła" (barber chair), co uchodzi żółtodziobowi (greenhorn), ale jest hańbą dla profesjonalisty.
Gorzej, gdy walące się drzewo przygniecie człowieka lub - co zdarza się częściej - spadną mu na głowę złamane konary (drwale mówią na nie widowmakers). Na 86 tysięcy robotników pracujących na wyrębach około setki ginie corocznie właśnie z tego powodu, co stawia profesję drwala w rzędzie najniebezpieczniejszych zawodów USA.
Wielu amerykańskich drwali pracuje na wyrębach od kilku pokoleń. Tradycyjnie dominują w tym środowisku rodziny pochodzące ze Skandynawii.
To właśnie urodzony w Finlandii Oscar Wirkkala zrewolucjonizował w 1917 r. transport drzewnych bali. Do tej pory przewożono je na wózkach ciągniętych przez konie lub muły, by potem spławić je w dół najbliższej rzeki. Wynalazkiem Fina są stosowane do dziś charakterystyczne dźwigi w kształcie litery V. Przenoszą one ścięte drzewo na stalowych linach. Do niedawna jeden jej koniec mocowano do tzw. drzewa masztowego (spar tree), czyli najwyższego i najmocniejszego pnia w okolicy. W tym celu na jego czubek wdrapywał się specjalizujący się w tym tree topper. Inny specjalista, zwany whistle punk, szybkim gwizdem ostrzegał operatora dźwigu, gdy ciężkie bale zaczynały zsuwać się na ziemię.
Dziś gwizdacza zastąpiła krótkofalówka, podobnie jak nowe typy maszyn wyparły wspinacza. Sam lumberjack przeobraził się w trochę mniej romantycznego loggera, który po trosze jest i leśnikiem, ponieważ nie tylko ścina drzewa, ale też sadzi młode. Jednak do dzisiaj w amerykańskich lasach trzaskowi ścinanego drzewa towarzyszy jak dawniej ostrzegawczy krzyk "timber!".
"Zawód: Drwal" emitowany w kanale Discovery opowiada o rodzinie Pelletierów, która od pół wieku prowadzi firmę leśnego wyrębu w stanie Maine.
@RY1@i02/2010/212/i02.2010.212.196.0007.001.jpg@RY2@
FOT. GETTY IMAGES/FLASH PRESS MEDIA (3)
Spławianie rzeką drewnianych bali pozostaje najtańszym środkiem ich transportu
@RY1@i02/2010/212/i02.2010.212.196.0007.002.jpg@RY2@
Kiedyś ciężkie kloce ciągnął koń albo muł
@RY1@i02/2010/212/i02.2010.212.196.0007.003.jpg@RY2@
Spalinowa piła wyparła dwustronną siekierę
Jacek Borkowicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu