Siła anegdoty
Książkowa spowiedź Bohdana Łazuki broni się jako kronika życia artystycznego PRL, choć nuży nieco narcystycznymi skłonnościami znakomitego aktora
Podobno to, co aktorzy mówią poza sceną i planem filmowym, należy dzielić przez cztery. Nawet jeśli tylko szósta część dykteryjek, które opowiedział Karolinie Prewęckiej Bohdan Łazuka, jest prawdziwa, to zazdroszczę mu umiejętności obracania rzeczywistości w żart.
Książka iskrzy od anegdot, które w połączeniu z talentem obserwacyjnym pamiętnego odtwórcy roli samego siebie w "Nie lubię poniedziałku" układają się w kronikę artystyczną i towarzyską minionej epoki. Weźmy taki passus - publiczność do dziś pyta aktora, czy we wspomnianej komedii Tadeusza Chmielewskiego na trzeźwo zagrał pijanego, czy faktycznie był po kilku głębszych. Wszyscy, którzy w tamtych czasach pracowali w kinematografii, zgodnie twierdzą, że w tej branży nie wylewało się za kołnierz.
Inna dykteryjka. Pod koniec lat 50., jeszcze jako student szkoły teatralnej, Łazuka spóźnił się na nagranie słuchowiska radiowego o - bagatela - dwie godziny. Reszta aktorów na czele z Ludwikiem Sempolińskim zamierzała zlinczować młokosa, ale ten rozbroił ich błyskotliwym zwischenrufem: "Bardzo przepraszam, ale śnił mi się towarzysz Stalin. Miałem przerwać?".
Łazuka rozpoczyna opowieść w czasach dzieciństwa, a kończy na najnowszych. Z oczywistych względów najciekawsze są fragmenty z okresu jego artystycznej prosperity, czyli lat 60., 70. i 80, kiedy był gwiazdą pierwszej wielkości. Brylował w STS-ie, Kabarecie Starszych Panów, Teatrze Syrena, na festiwalu w Opolu, w filmach Barei i Gruzy. Paradoksalnie to wtedy przylgnęło do niego komediowe emploi, które pogrzebało - jak wyznaje z żalem - szanse na angaż u Andrzeja Wajdy.
Łazuka nuży, gdy wygłasza frazesy w stylu: "Zawsze starałem się trzymać poziom aktorski, niezależnie od wielkości roli. Bo nie ma małych ról, są tylko mali aktorzy". Potrafi jednak przezwyciężyć charakterystyczne dla swojej profesji narcystyczne skłonności i bywa do bólu szczery. Przyznaje się do problemów z alkoholem ("Pozwoliłem się zaszyć na dwa lata"), zdrad, rozwodów, romansów i niechęci do występów (poza wyjątkowymi okazjami jak jubileusz kolegi) za darmo. "Jak się nie bierze pieniędzy, to się psuje rynek" - dodaje bez ogródek.
@RY1@i02/2010/212/i02.2010.212.196.036b.001.jpg@RY2@
Cezary Polak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu