Wielki film o wielkiej wojnie, czyli rosyjska wersja "Titanica"
Jeden z najbardziej oczekiwanych filmów w Europie i najdroższa produkcja w historii rosyjskiej kinematografii jest artystyczną klapą.
"Spaleni słońcem 2" - kontynuacja wybitnego dzieła Nikity Michałkowa sprzed kilkunastu lat - to obraz, który oburzył i podzielił rosyjską krytykę filmową. Jednak w jego kontekście w tym samym stopniu co o porażce artystycznej dyskutuje się o kosztach filmu i jego promocji oraz o drażniącej Rosjan bliskiej przyjaźni reżysera z władzą. Na początku maja film będzie miał światową premierę w Cannes, gdzie będzie walczył w głównym konkursie. Na Złotą Palmę nie ma szans, za to może być jednym z największych skandali tegorocznego festiwalu.
"Spaleni słońcem 2" to klasyczny przykład na to, że nie zawsze pełna swoboda służy twórcy filmu. Michałkow nie tylko nie ma doradców artystycznych - sam pisząc, reżyserując, produkując i wreszcie grając główne role w swoich filmach - ale ma też nieograniczony dostęp do środków finansowych. Jego najnowszy obraz kosztował 45 milionów dolarów. Nie byłaby to kwota oszałamiająca, gdyby Rosjanin kręcił w Ameryce: dla porównania "Szeregowiec Ryan" Stevena Spielberga - produkcja o podobnej skali - kosztował 70 milionów dolarów. Jednak na tle innych rosyjskich produkcji to suma oszałamiająca, wysokobudżetowe filmy kosztują tam wielokrotnie mniej. Historyczne widowisko "Rok 1612" sfinansowano za 12 milionów dolarów, a budżet "Straży nocnej" Bekmambetowa wynosił zaledwie 4 miliony dolarów. Rosjanie głośno wyśmiewają ten kompleks Boga, na który zapadł Michałkow. Krytykują też ostro fakt, że dzięki przyjaźni z władzą reżyser jest jedynym rosyjskim twórcą, który może pozwolić sobie na robienie filmów z takim rozmachem (do scen batalistycznych ministerstwo obrony narodowej wydelegowało setki żołnierzy). W oczy kole też Rosjan przepych, z jakim twórca "Spalonych słońcem 2" wprowadza swój obraz do kin: na uroczystą premierę w kremlowskim Pałacu Zjazdów dla Michałkowa specjalnie kupiono nowy ekran i włoską aparaturę, a na oprawę wydano niebotyczne sumy.
Akcja "Spalonych słońcem" kończyła się w 1936 roku, napis w finale informował, że główny bohater - dowódca dywizji Kotow (Michałkow) - został rozstrzelany, jego żona zmarła w łagrze, córka przeżyła represje, mieszka w Kazachstanie. W sequelu reżyser ożywia swoich bohaterów. Przenosimy się do roku 1941 i 1943. Podczas nalotu Luftwaffe na Rosję zostaje zbombardowany łagr, w którym przebywa Kotow. Jemu samemu udaje się zbiec. Jego żona ukrywa się pod panieńskim nazwiskiem, a tajemnic jej przeszłości strzeże tajemniczy młodzieniec z pierwszej części Dmitrij (Oleg Mieńsznikow), on zresztą jest kolejnym cudownie zmartwychwstałym - wbrew temu, co działo się w pierwszej części, nie popełnił samobójstwa - obecnie jest już jawnym majorem NKWD. Córka Kotowa - już nastolatka - jest dobrą pionierką, choć nigdy nie wyrzekła się wyklętego przez władze ojca. Fabuła drugiej części opowiada równolegle o wojennych losach jej i ojca. Na dalekim planie pozostają najciekawsza postać Dmitrija i historia poszukiwań Kotowa prowadzonych na osobiste zlecenie Stalina.
To dopiero pierwsza część dylogii, którą Michałkow postanowił dopisać do "Spalonych słońcem". Zatytułował ją "Priedstojanije". Rosyjski archaizm odnosi się do religii prawosławnej, oznacza stanięcie przed obliczem Boga, ale też orędownictwo, obronę. Patetyczne słowo doskonale oddaje to, co przez trzy godziny reżyser będzie nam pokazywał. Zrealizowany z nieznośnym zadęciem chaotyczny scenariusz to zlepek wojennych obrazków, z obowiązkowymi odniesieniami do Boga, wygrywanych niekiedy na tak podniosłych tonach, że aż obracających symboliczne sceny w niezamierzone parodie.
Kontynuację "Spalonych słońcem" Michałkow zapowiadał od dawna i był to niewątpliwie jeden z najbardziej oczekiwanych obrazów europejskich ostatnich lat. Być może dlatego przez pierwszą z trzech godzin seansu nie czuć zmęczenia filmem, tylko bardziej zaciekawienie, w jakim kierunku poprowadzi go reżyser. Rozczarowanie przychodzi, gdy staje się jasne, że scenariusz nie płynie, lecz dryfuje w bliżej nieokreślonym kierunku. Fabularnie jest to obraz niedomknięty, niedopracowany, zbyt zadęty, by obronić swoją impresyjną, epizodyczną konstrukcję.
Michałkow pogrzebał legendę swojego nagrodzonego Oscarem filmu, ale zdaje się, że nie spędza mu to snu z powiek. Na plakatach sequela umieścił napis: "Wielki film o wielkiej wojnie", a jego kontynuację (oby już ostatnią) zamierza pokazać w kinach jesienią.
Data polskiej premiery obu filmów nie jest jeszcze znana.
@RY1@i02/2010/083/i02.2010.083.000.014a.001.jpg@RY2@
Fot. AFP
Na tle innych rosyjskich produkcji 45 mln dol. wydane na produkcję "Spalonych słońcem 2" to suma oszałamiająca
Magdalena Michalska
korespondencja z Moskwy
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu