Portret pisarza milczącego
Telewizyjna "Dwójka" pokazuje dziś świetny dokument "Co ja tu robię. Tadeusz Konwicki" Janusza Andermana. Film przypomina, że autor "Małej apokalipsy" od 15 lat nie napisał niczego nowego, i uświadamia, jak wielka to strata
"Przechodzień" - tak swój filmowy portret Tadeusza Konwickiego nazwał przed ćwierćwieczem Andrzej Titkow. Bohater sam podrzucił ten tytuł, bo doskonale określał jego sposób bycia w świecie, Polsce, literaturze i kinie. Konwicki w jakiś sposób przypominał przecież zawsze Kowalskiego-Malinowskiego, enigmatyczną postać z jego klasycznego już dzisiaj, a niegdyś wyznaczającego kierunki Nowej Fali "Salta". Uciekał przed jakimkolwiek zaszufladkowaniem, bał się pochlebstw i patosu, niemal nigdy nie interpretował sam własnych dzieł. Zależało mu, aby istnieć jak przechodzień - w polskim pejzażu literackim i filmowym. Pozostając z boku, chciał być jak przechodzień mijany przez widza któregoś z własnych filmów, czytelnika tej albo innej powieści. Pomachać mu dyskretnie, na chwilę rozpraszając samotność.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.