Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

W polskiej lidze przydałby się jakiś Chińczyk

Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Jestem zły, bo krzyczę na treningach? Bez przesady. Od zawsze potrafię opieprzyć, ale kończy się trening i jest po sprawie. Trzeba próbować różnych form zachowań. Ostatnio mówię ostrzej, ale nikomu nie ubliżam, a do piłkarzy mam szacunek. Jasne, jak ktoś jest delikatny, to może się obrazić, że trener krzyczy. To co, lepiej, żeby obgadywał za plecami? Ja tak nie chcę. Mówię, co myślę, dla ich dobra.

To supergrupa zawodników, do żadnego nic nie mam. Interesuje mnie tylko to, co robią, kiedy jesteśmy razem, nie chcę wgłębiać się w ich życie pozaboiskowe, choć czasami trzeba by było, bo słyszy się różne rzeczy. Słucham, co zawodnicy mają do powiedzenia, i z reguły im ufam. Jeśli ktoś kłamie, prędzej czy później wpadnie i będzie miał problem, bo zacznę wierzyć tym, którzy mnie o takim czy innym zachowaniu informują. Piłkarzom się to nie opłaca. Gdy objąłem Legię, miałem pełne zaufanie do drużyny i tego, jak piłkarze podchodzą do swoich obowiązków, ale teraz jestem dużo ostrożniejszy, bo wydarzyły się pewne sytuacje, które nie powinny mieć miejsca.

Polaków trzeba bardziej zachęcać do pełnego zawodowstwa, często brakuje im systematyczności. Zachodni zawodnik jest bardziej świadomy tego, że kariera jest krótka, więc trzeba to wykorzystać sportowo i finansowo. W krajach, które mają dłuższe demokracje niż nasza, od małego wpaja się dzieciom, że praca to coś niezmiernie ważnego w planowaniu przyszłości. U nas wciąż czuć naleciałości z komuny, kiedy o pracę nie trzeba się było martwić, nadal zdarzają się dość mocne układy. Ale to się powoli zmienia.

Podejmujemy ryzyko, a czas pokaże, czy było to dobre. Szukamy lepszego sposobu na przygotowanie drużyny do rundy rewanżowej, ale nie dlatego, że poprzednio funkcjonowało to źle. Legia nigdy nie ugięła kolan przed rywalami, jeśli chodzi o aspekt fizyczny. Owszem, rok czy dwa lata temu nie byliśmy po zimie w najlepszej formie szybkościowej i wtedy sam przyznałem, że gdzieś został popełniony błąd.

Katastrofy nie ma, zagrali w końcu trzy mecze, a to jak trzy solidne treningi. A co mają powiedzieć ci, którzy pojechali do Tajlandii i w ogóle nie wyszli na boisko? Wyszło tak, jakby rzeczywiście byli na wczasach. No, ale selekcjoner kadry Franek Smuda już taki jest - w lidze też jeśli robił zmiany, to w samej końcówce meczu, taki ma styl. Wyjazd kadry nie odbył się w najlepszym terminie. Piłkarze pojechali nieprzygotowani. Gdyby mieli za sobą choć dziesięć dni zajęć, miałoby to ręce i nogi.

Chciałem, ale co z tego, skoro do tego potrzebne są dudki, a tych brakuje? Z tego powodu ostatnio nie było w Legii transferów, które można by uznać za duże wzmocnienia, nie udało się zastąpić niektórych zawodników. Poprzednio miałem w drużynie piłkarzy, którzy nadawali się do gry kombinacyjnej, teraz mam trenujących bardziej indywidualnie. Muszę się do tego dostosować i wykorzystać ich potencjał. Na początku mojej pracy w Legii było wiele meczów, na które naprawdę z przyjemnością się patrzyło, można było nacieszyć oko, ale już poprzednią rundą nie mamy się co chwalić. Nie podoba mi się styl, jaki prezentowaliśmy, nie lubię takiej piłki. Legia nie może grać wiosną tak jak na jesieni. Musimy dbać nie tylko o wyniki, lecz także o widowiskowość.

Staramy się, żeby przyszło do nas 2 - 3 zawodników, którzy poprawialiby nasz styl na bardziej widowiskowy. Nie wiem jednak, czy to się uda. Mogę powiedzieć w klubie, że interesuje mnie taki czy inny zawodnik, poruszając się w realnych kwotach, ale ostateczna decyzja należy do właścicieli. Usłyszałem, że jakieś środki się znajdą. Chciałbym dobrego środkowego pomocnika, kreatywnego, który potrafi nie tylko odebrać piłkę w środkowej strefie boiska, ale i ją rozegrać. Miałem na oku kilku kandydatów. Powiem szczerze, że w tej chwili jesteśmy najdalej od pozyskania takiego zawodnika, jakiego szukamy. Jednego nie udało się pozyskać, z drugiego sami zrezygnowaliśmy, oglądając go częściej w akcji.

Chcemy go dłużej oglądać i w późniejszym czasie podjąć decyzję, czy z nami zostanie. On to rozumie, zgodził się z nami. Jest wolnym zawodnikiem, więc jeśli nam się spodoba, możemy wpisać go na listę nawet po zamknięciu okienka transferowego. Zobaczymy, jak będzie się prezentował. Marketingowo byłby to na pewno ciekawy ruch - Chińczyk w polskiej lidze, reprezentant, z niezłą przeszłością.

Niektórzy piłkarze nie są przyzwyczajeni do porozumiewania się podczas meczów i ciężko nam to zmienić. Wymyślamy ćwiczenia, które mają ich zmusić do mówienia. Kłopoty z tym mają Szałachowski, Giza czy Radović. Niektórych nawet na treningach głośne mówienie dużo kosztuje, a przecież to niezwykle ważne. Trochę mnie dziwi, że muszę takich rzeczy pilnować w profesjonalnej drużynie, ale cóż - zostało to zaniedbane w wieku juniora.

Jeśli chciałbym się przejmować wszystkimi artykułami, to z większością dziennikarzy musiałbym nie rozmawiać, bo często zdarza się, że został zmieniony kontekst mojej wypowiedzi. Prezes ma prawo wyrażać swoją opinię, ale ja nie uważam, żeby tak było. Potrafię bronić chłopaków. Ale na przykład rozmawiam z dziennikarzami o Paluchowskim, który strzelił dwa gole. Mówię, że cieszę się i mu gratuluję, a dziennikarz pyta, co on ma jeszcze do poprawienia? No to mówię, że to i to, bo każdy może coś poprawić w swojej grze. Następnego dnia czytam, że Urban opieprza piłkarza. Odpowiadam na pytanie, a wychodzi na to, że się czepiam.

@RY1@i02/2010/028/i02.2010.028.000.019a.001.jpg@RY2@

Fot. Marek Zieliński/Newspix.pl

Jan Urban (w środku) musi uczyć swoich piłkarzy nawet komunikacji na boisku

, trener Legii Warszawa, grał w hiszpańskiej Primera Division

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.