Samobójstwo w imię wolności, godności i prawdy
Debiut Steve’a McQueena został okrzyknięty wydarzeniem 2008 roku w Wielkiej Brytanii.
Na polskie ekrany trafił z opóźnieniem, ale dobrze, że trafił, bo to rzeczywiście film mocny, bezkompromisowy, przejmujący, w oryginalny sposób opowiadający o konflikcie w Irlandii Północnej. Ani Złota Kamera w Cannes, ani główna nagroda jury na ubiegłorocznym festiwalu Era Nowe Horyzonty nie były na wyrost.
Irlandzki konflikt w kinie ma "szczęście", bo podejmują go od lat reżyserzy wykraczający poza obrazowanie historycznych, politycznych czy nawet moralnych racji. Jim Sheridan we "W imię ojca" (1993) czy "Bokserze" (1997), Paul Greengrass w "Krwawej niedzieli" (2002), Ken Loach w "Wietrze buszującym w jęczmieniu" (2006), Neil Jordan w "Grze pozorów" (1992) czy "Michaelu Collinsie" (1996), Pete Travis w "Omagh" (2004). Wszystkie te filmy irlandzką wojnę wpisywały w dialektykę historii, polityki i etyki także. Nawet jeśli oskarżały to w imię wyższych niż doraźne wartości.
"Głód" nie tyle jednak wznosi się ponad jakiekolwiek racje, ale w pewnym momencie w ogóle je zawiesza. McQueen opowiada o proteście, jaki na początku lat 80. zorganizowali więzieni w Maze bojownicy IRA. Domagając się przyznania statusu więźniów politycznych, odmawiali noszenia więziennych ubrań, strzyżenia się i mycia. Brutalnie łamani, katowani, zarośnięci, półnadzy, chudzi, wyglądają jak stadko Chrystusów. Długo nie wiadomo, który z nich będzie głównym bohaterem. W pierwszej scenie widzimy mężczyznę myjącego opuchnięte, poranione ręce. Zakłada odprasowaną koszulę, je śniadanie, żegna się z żoną, wychodzi na pustą, wymarłą ulicę, sprawdza, czy pod samochodem nie ma bomby, i jedzie do pracy. To więzienny strażnik. Znowu myje ręce, a po chwili już wiemy, skąd te rany - od bicia więźniów siłą zmuszanych do kąpieli, strzyżenia i golenia. A więc gest Piłata, umywanie rąk z winy za cierpienia męczenników z IRA?
Aluzje McQueen czyni wyraźne, ale prostych podziałów i wykładni w filmie nie ma. Piłaci i Chrystusowie chcą swojej sprawiedliwości, kierują się własnym poczuciem racji. Więźniowie odprawiają swoje rytuały. Mażą ściany fekaliami, codziennie o ustalonej godzinie wylewają własny mocz na więzienny korytarz, strażnicy biorą odwet. Pacyfikują, biją, urządzają poniżające spektakle rewizji. Obie strony znalazły się w sytuacji bez wyjścia, w której przemoc prowokuje odwet, terror rodzi terror. W końcu przecież IRA też mści się krwawo. Ten sam strażnik umywający ręce zostanie w końcu zastrzelony podczas wizyty u matki. Jednoznacznie brzmią tylko fragmenty przemówień żelaznej premier Margaret Thatcher bezwzględnie odmawiającej więźniom jakichkolwiek praw. Nie wiemy, czego się dopuścili, ich winy są niewiadome, ale wcale nie rozgrzeszone sprawą, o którą walczą. Bo sprawa przestaje być w pewnym momencie ważna, liczy się tylko obrona resztek ludzkiej godności.
W kluczowej scenie rozmowy przywódcy zbuntowanych więźniów Bobby’ego Sandsa z katolickim kapelanem racje unieważniają się same. Mowa jest o Bogu i łotrze, któremu Jezus darował na krzyżu grzechy. W końcu ksiądz też zachowuje się jak Piłat - umywa ręce, odmawia wzięcia na swoje sumienie zbiorowego samobójstwa, za które uważa decyzję Sandsa, by podjąć strajk głodowy do śmierci. Zaczyna głodówkę jako pierwszy, za nim mają pójść następni. Ostatnia część to kronika jego umierania. Nieważne, czy jest męczennikiem za sprawę, czy nawróconym łotrem Dismasem. Wszelkie hasła i cele tracą znaczenie. Liczy się tylko powolnie umierający człowiek - jego rany, odleżyny, przeraźliwa chudość.
Wszystko to pokazuje McQueen z detalami, niemal bez słów. Cały film jest oszczędny, skupiony na obserwacji, wyprowadzaniu dosłownych i metaforycznych znaczeń z pozornie nieważnych szczegółów. Tym mocniej "Głód" dotyka, tym mocniej bolą rany, cierpienie, tym bardziej rośnie bunt wobec samonapędzającej się spirali śmierci i terroru. I o to pewnie właśnie McQueenowi chodziło. Byśmy nie byli Piłatami. Nie umywali rąk od winy za Guantanamo, Irak, Afganistan, Sudan czy Rwandę. Zło jest tuż obok nas, a nie poza nami.
Wojciech Kałużyński
wojciech.kaluzynski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu