Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Plebejski banita

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Czy istnieje coś takiego jak prawdziwa historia Robin Hooda?

W dokumencie "Prawdziwy Robin Hood", który w wigilijny wieczór pokaże kanał History, zastanawiają się nad tym historycy oraz twórcy ostatniego filmu fabularnego o banicie: Ridley Scott, Russel Crowe i Cate Blanchett. Dokument, którego producentami są Scott i Crowe, powstał jako część promocji filmu. Nie zmniejsza to jednak jego wartości. Chociaż z niemal dwugodzinnego seansu najciekawsza jest nie historia samego Robina, ale opis czasów, w których żył.

Twórcy filmu wykorzystują tu sceny z hollywoodzkiej produkcji. Dokładają do tego współczesne zdjęcia miejsc, gdzie mógł żyć banita (fragmenty lasów zachowanych z tamtych czasów czy kościół) oraz wypowiedzi gwiazd filmu Scotta i historyków. To głównie jednemu z nich, specjaliście od militariów Mikeowi Loadesowi dokument zawdzięcza swoją jakość. Sposób, w jaki opowiada o średniowieczu, jest niemal tak fascynujący jak kiedyś telewizyjne gawędy historyczne w wykonaniu Szymona Kobylińskiego.

Loades, opowiadając o Robin Hoodzie, skupia się na jego militarnych atrybutach. Historyk, używając repliki, tłumaczy zalety, budowę i działanie łuku, jakim posługiwał się banita. Opowiada również o specjalnej rasie koni, której wtedy używano - wyjątkowo delikatny sposób biegania zwierzęcia pozwalał na duży komfort podróży. Loades zdradza też niuanse w budowie ówczesnych mieczy, maczug, noży i zbroi. Nie mówi o tym, siedząc na krześle, ale wszystko pokazując i używając repliki każdego z przedmiotów.

Mniej widowiskowo swoje opinie i spostrzeżenia przedstawiają pozostali goście dokumentu. Najwięcej czasu poświęcają samej legendzie Robin Hooda, próbując przedstawić dowody na jego istnienie. A nie są one mocne. Początkowo są to wzmianki o bohaterze nazywającym się Robert Hode, później Robert Hood, wreszcie Robin Hood. Bezradność historyków w stwierdzaniu faktów z życia bohatera wynika z tego, że postać przez wiele funkcjonowała wyłącznie w przekazach ustnych. Pierwsza wzmianka pisana o Robin Hoodzie pochodzi dopiero z końca XIV wieku, z poematu Williama Langlanda "Widzenie o Piotrze Oraczu". Problem polega na tym, że samo sformułowanie "Robin Hood" w średniowiecznej Anglii oznaczało wyjętego spod prawa banitę. Mógł więc być nim w zasadzie każdy sprzeciwiający się władzy.

Dywagacje na temat tego, czy Robin albo lady Marion rzeczywiście istnieli, przeplatane są opisem średniowiecznej Anglii. Historycy mówią o tym, jak działało samo królestwo, jaka była hierarchia, jacy byli poszczególni monarchowie. Dowiemy się również, jaka była rola ówczesnych kobiet, mnichów (np. uczyli sztuki wojennej), jak wyglądało codzienne życie podporządkowane przede wszystkim porom roku. Z ich opowieści nie wyłania się zbyt wesoły opis średniowiecznej rzeczywistości.

"Prawdziwy Robin Hood" to ciekawa opowieść o czasach, w których żył słynny banita. Pytanie, czy w ogóle istniał, pozostaje otwarte.

@RY1@i02/2011/248/i02.2011.248.196.0007.001.jpg@RY2@

Wojciech Przylipiak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.