Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Książki

Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Warszawa intryguje, wciąga i jest modna. Metropolia przyciąga tłumy performerów, artystów wizualnych i aktywistów, próbujących oswajać polską stolicę, jakby na złość pewnemu anglosaskiemu dziennikarzowi, który po wizycie nad Wisłą stwierdził, że "Warszawa jest tak brzydka, że pokochać może ją tylko rodzona matka". Teraz za oswajanie syreniego grodu wzięli się pisarze. A ściślej rzecz biorąc prozaik Marek Kochan, który projekt wymyślił i zredagował. Autor "Ballady o dobrym dresiarzu" zaprosił do udziału dwudziestu metrykalnie, mentalnie i warsztatowo różnych twórców. Efektem jest rozpisana na dwadzieścia jeden tekstów narracja (Kochan nie bez kozery nazywa ją powieścią wielogłosową), pogrupowanych w trzy rozdziały. Najwięcej, bo dwanaście, znalazło się w części opatrzonej tytułem "Pożegnania i powroty" (m. in. Krzysztof Varga, Piotr Paziński, Jacek Dehnel, Sylwia Chutnik, Wojciech Albiński). Na "Rewolucje" składa się sześć tekstów, zaś w "Miłościach" znalazły się tylko trzy - autorstwa Marka Nowakowskiego, Moniki Powalisz i Olgi Berezyny. Otrzymaliśmy wieloaspektowy portret miasta w procesie, na nowo rozpoznającego swoje dobre duchy i demony oraz próbuje zdefiniować swoją tożsamość, nie tylko na podwalinach wojny, ale także dialogu z literackimi toposami, jak zrobił to m.in. Varga w "Zły powraca". Jego opowiadanie jest co prawda cieniem Tyrmandowskiego pierwowzoru, ale znamionuje trend - pisarze wreszcie odbijają Warszawę, ciągle w dużej mierze okupowaną przez martyrologiczne narracje.

Małgorzata Toruńska

@RY1@i02/2011/243/i02.2011.243.196.027b.001.jpg@RY2@

"Za pięć rewolta" Dawida Kaina wyrasta ponad gatunkowe ograniczenia horroru. Przynosi groteskową i jednocześnie przerażającą wizję społeczeństwa otumanionego przez media, rozpaczliwie i bezskutecznie poszukującego sensu życia. Kain zderza losy dwóch bohaterów. Sławek żyje na granicy ubóstwa, przebrany za hamburgera dorabia, reklamując restaurację fast food. Szansę na zmianę swojego losu znajduje w tajemniczej sekcie, która przekonuje ludzi, że ciało jest więzieniem, a wyzwolenie niesie jedynie śmierć. Tomek jest copywriterem faktów: zmyśla wydarzenia, które napędzają widownię przed ekrany telewizorów i monitory komputerów. Zarabia na tym bajońskie sumy - w alternatywnej rzeczywistości powieści Kaina niemal wszystko jest manipulacją, nie tylko operacje plastyczne celebrytów, lecz także zamachy terrorystyczne, a nawet prozaiczne, codzienne zbrodnie. Do czasu gdy w Krakowie ktoś popełnia pierwsze od wielu lat morderstwo. Prawdziwy zabójca może stać się największą sensacją nowego wieku, więc Tomek pragnie odnaleźć go za wszelką cenę.

"Za pięć rewolta" nie przynosi zaskakujących spostrzeżeń ani nie prowadzi do odkrywczych wniosków, ale wizja Kaina broni się przede wszystkim wiarygodnym opisem społeczeństwa, które ostatecznie spsiało w swoim dążeniu do sensacji i spełniania hedonistycznych zachcianek. Ponura to historia, przypominająca nieco doznania po lekturze powieści Kathe Koja. Pozostawia po sobie gorycz i niemal fizyczne poczucie zbrukania, trudno się z niej otrząsnąć, jeszcze trudniej zapomnieć.

Jakub Demiańczuk

@RY1@i02/2011/243/i02.2011.243.196.027b.002.jpg@RY2@

"Szlaki człowieka" Teda Conovera to prawdziwa reporterska powieść drogi.

Jeśli nasi nieco ospali budowlańcy dotrzymają słowa, to niewykluczone, że już za rok będzie można wsiąść w samochód w Warszawie i praktycznie bez zjeżdżania autostrady dotrzeć do Lizbony. Mieszkańcom Krakowa czy Katowic stworzono tę sposobność już parę lat temu. I nawet jeśli z niej nie korzystają co drugi dzień, to istotna jest tu perspektywa wolnościowa: kwestie otwarcia się na świat, swobody przemieszczania się. Ma to jednak swoje konsekwencje: ekologiczne, kulturowe, polityczne. Bo drogi są bronią obosieczną - nie tylko przynoszą prosperity, lecz także umożliwiają podbój.

Ted Conover postanowił naocznie sprawdzić, jak rozwój i struktura infrastruktury drogowej wpływają na życie ludzkości. Brzmi to banalnie, ale banalne nie jest - przynajmniej w wykonaniu amerykańskiego reportera. Każda z sześciu opisanych w "Szlakach człowieka" podróży to dla autora pretekst, by opowiedzieć o gwałtownie zmieniającej się współczesności.

Conover maszeruje więc po zamarzniętej rzece z mieszkańcami odległej wioski himalajskiego Ladakhu, przygląda się eleganckim limuzynom nowej chińskiej klasy średniej, śledzi trasę wywozu drewna mahoniowego z dorzecza Amazonki, podróżuje kenijskim TIR-em i karetką w oszalałym nigeryjskim Lagos, przebija się przez niezliczone izraelskie kontrole wojskowe w Palestynie.

Nie proponuje nam przy tym żadnego wykładu, a jedynie czystą obserwację i skupienie na szczegółach. "Szlaki człowieka" to mądra książka o realnych społecznych barierach i cenie, jaką trzeba zapłacić za ich likwidację.

Piotr Kofta

@RY1@i02/2011/243/i02.2011.243.196.027b.003.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.