Uczeń kontra mistrz
Jak z "nieudanej rozmowy" zrobić wybitną książkę? Oto odpowiedź!
To chyba trudne spotkanie: dwóch panów, których dzieli przepaść pokoleniowa i życiowego doświadczenia. Pierwszy to mistrz senior, uznany pisarz i autor cenionych dzieł, który parę lat temu podjął decyzję o definitywnym złamaniu pióra. Drugi jest jego uczniem i admiratorem, skrupulatnym badaczem i edytorem książek mistrza. Obaj są sobie potrzebni. Umówili się na tę długą rozmowę w odcinkach, ale szczerze mówiąc, nie wszystko idzie jak z płatka. Jeden irytuje się i złości, zarzucając rozmówcy absolutny antytalent w kwestii zadawania pytań. Drugi brnie i dzielnie przełamuje opór, ale wciąż jest jakby trochę spięty, nie mogąc wyjść z pozycji besztanego uczniaka.
Rzeczywiście, Przemysław Kaniecki może mistrzem prowadzenia rozmów nie jest. Bywa uroczo nieporadny, uporczywie czepia się nieistotnych detali, grzęźnie w ślepych zaułkach, o utrzymaniu interlokutora w jakichkolwiek ryzach absolutnie nie ma mowy. A może to tylko taka poza i sprytny sposób młodszego pisarza na Tadeusza Konwickiego? Szczerze mówiąc - nie ma to znaczenia. "W pośpiechu" to bomba, którą czyta się doskonale: czasem z wypiekami na twarzy, czasem z absolutnym rozbawieniem. Zresztą, jak w którymś momencie zauważa Przemysław Kaniecki, Konwicki jest samograjem. Wystarczy podsunąć mu jakąś myśl, mruknąć coś półgębkiem, by autor "Bohini" bezbłędnie przejął ster. Można go pytać o dzieciństwo na Wileńszczyźnie, pobyt w partyzantce i bohaterów jego książek. Ale jeśli z braku innych tematów zahaczymy o zapalniczkę Ronson, seanse spirytystyczne lub kwestię lubienia bądź nielubienia gołębi, też wyjdzie rewelacja.
Oczywiście, pod warstwą ciągłych przekomarzań i nieustannego droczenia się dwóch kulturalnych panów, "W pośpiechu" jest książką głęboko mądrą. Sam Tadeusz Konwicki przyznaje, że cierpi na coś w rodzaju intelektualnego ADHD. Jego myśl bez przerwy galopuje, zapędzając się niekiedy w najbardziej nieprzewidziane rejony. Autorowi "Małej Apokalipsy" daleko do gwiazdorskiego puszenia się czy skłonności do mentorstwa, na które bądź co bądź, jako jeden z naszych najwybitniejszych pisarzy dwudziestowiecznych, spokojnie mógłby sobie pozwolić. Jak wyznaje, całkiem lubi "naszą planetkę", a tę sympatię i niezmożoną ciekawość świata słychać niemal w każdej wypowiedzi. Kaniewski twórczość Konwickiego zdaje się znać na wylot, tymczasem pisarz zżyma się na ciągłe pytania o literaturę - woli być bliżej życia. "Można to też traktować jako taką chałę gazetową na odcinek, jak niektórzy traktowali" - odparowuje na zaserwowaną mu listę możliwych interpretacji "Wniebowstąpienia". "W pośpiechu" ma wszystkie cechy wzorcowego wywiadu rzeki. Ale jest też czymś więcej - soczystym, charakternym dialogiem. W swoich rozmowach Konwicki z Kaniewskim zdają się niezrównani.
@RY1@i02/2011/243/i02.2011.243.196.027a.001.jpg@RY2@
Tadeusz Konwicki w swoim mieszkaniu, 1986 rok
@RY1@i02/2011/243/i02.2011.243.196.027a.002.jpg@RY2@
Malwina Wapińska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu