Nie przegap w TV
. Na przyszły rok Joe Wright zapowiedział ekranizację arcydzieła Lwa Tołstoja ze scenariuszem Toma Stopparda i w gwiazdorskiej obsadzie (Keira Knightley, Matthew Macfadyen, Jude Law). Zanim jednak "Anna Karenina" AD 2012 trafi na ekrany kin, warto przypomnieć sobie wersję wcześniejszą, skromniejszą, ale udaną. W filmie Bernarda Rose’a w tytułową postać wcieliła się Sophie Marceau (i nie mam wątpliwości, że Knightley jej nie dorówna), Wrońskiego zagrał Sean Bean, Konstantego Lewina - Alfred Molina. Może nie jest to obsada, którą wyobrażaliby sobie wielbiciele powieści, ale sprawiła się doskonale. Rose udowodnił też, że jest specem od stylowego kina - niezależnie, czy kręci horror ("Candyman"), czy biograficzną opowieść o Beethovenie ("Wieczna miłość"). Po "Annie Kareninie" wkręcił się w dzieła Tołstoja, przenosząc na ekrany "Śmierć Iwana Ilicza" ("Ivans XTC", 2002), "Sonatę Kreutzerowską" (2008) oraz "Dwóch huzarów" ("The Two Jacks", 2011).
@RY1@i02/2011/218/i02.2011.218.196.006b.001.jpg@RY2@
. Seans dokumentu Davida Cáleka przypomniał mi scenę z kultowego filmu "Guzikowcy". Tę, w której para małżeńska uzyskiwała seksualną satysfakcję, kiedy przebierała się za samolot. Bohaterowie "Niebiańskiego piekła" również postrzegają seks inaczej niż przeciętny człowiek. Ale Cálek, wchodząc z kamerą w świat czeskich sadomasochistów, powstrzymuje się od ocen, nie wygłasza sądów. Przygląda się dziwnym upodobaniom zwyczajnych ludzi, ale nie nazywa ich nienormalnymi - bo też ani on, ani my nie mamy do tego prawa. Bohaterowie dokumentu nikogo nie wykorzystują, nie łamią prawa, spełniają jedynie swoje - chwilami szokujące - seksualne fantazje. "Niebiańskie piekło" nie jest bowiem wyprawą do sadomasochistycznego podziemia, to nie demaskatorski dokument interwencyjny. Jedynie krótkie spojrzenie na świat może i dziwny, ale fascynujący, przedstawiony z typowo czeską mieszanką pobłażania, ironii, zrozumienia i podziwu.
@RY1@i02/2011/218/i02.2011.218.196.006b.002.jpg@RY2@
. Ile razy można? Z pewnością podniosą się takie głosy widzów, którzy albo są oburzeni historycznymi przekłamaniami opowieści o Hansie Klossie, albo czują przesyt nieustannymi powtórkami serialu. Rzeczywiście, po zawirowaniach sprzed paru lat, gdy Kloss dostał zakaz emisji, teraz właściwie nie sposób za nim zatęsknić - agent J-23 wraca na antenę telewizji (nie tylko publicznej) chyba częściej niż "Kevin sam w domu". A jednak na kolejną powtórkę "Stawki..." czekam, bo będzie ona po trosze premierą. Po raz pierwszy serial będzie emitowany w odnowionej cyfrowo wersji, w jakości HD, co, mam nadzieję, jest także pierwszym krokiem do wydania filmu na płytach Blu-ray. Rzecz jasna efekty działania Klossa nie ulegną zmianie, a serial nadal będzie naginał historię Polski. Ale to także cały czas kawał porządnej filmowej roboty - podobnego produktu nie doczekaliśmy się do dziś. Zaś bohaterowie nowych seriali historycznych mogą Klossowi czyścić buty.
@RY1@i02/2011/218/i02.2011.218.196.006b.003.jpg@RY2@
JD
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu