Struktura namiętności
Parę lat przed śmiercią w 1980 roku Roland Barthes udzielił wywiadu pod prowokacyjnym tytułem "Do czego służy intelektualista", w którym porównał swoje środowisko do odchodów. "Odchody ludzkie są na przykład świadectwem procesu trawiennego. Otóż właśnie intelektualista jest świadectwem procesu historycznego, wobec którego jest swoistym odchodem". Na to dziennikarz zapytał: a pan sam jakiego procesu jest odchodem? Uzyskał poważną odpowiedź, że chodzi o historyczny zwrot w stronę języka.
Barthes porzucał kolejne teorie i koncepcje, zanim inni zdążyli się z nimi dobrze zapoznać. Z semiotyka i strukturalisty stał się piewcą przyjemności tekstu i dyskursu miłosnego. Był jednym z najbardziej wpływowych myślicieli swoich czasów. Nic więc dziwnego, że kiedy w 1974 roku napisał powieść o sobie, cała Francja czytała ją z wypiekami na twarzy. Książkę w formie słownika uznano za wzór ponowoczesnej biografii. Barthes odsłania ze swojej prywatności tyle, ile potrzebuje, by uzasadnić intelektualne wybory. Niby snuje łagodną opowieść, ale radykalizmem sądów przypomina nastolatka.
Dopiero po śmierci ukochanej matki w 1977 roku Barthes zdobywa się na szczerość. Jego późne teksty mówią wprost, że nie chce mu się pracować na uniwersytecie, czuje się stary, a homoseksualne skłonności pozostają niezaspokojone. "Miałem smutne życie. Wiedziałem, że należy wyrzec się chłopców, ponieważ nie odczuwali już wobec mnie namiętności. Pozostaną mi tylko gigolos". Barthes był samotny i pragnął miłości. Zwyczajnie, nie semiologicznie.
@RY1@i02/2011/218/i02.2011.218.196.026c.001.jpg@RY2@
Mikołaj Migacz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu