Prawdziwe oblicze Sycylii
"Baaria" Giuseppe Tornatorego to epicki portret świata, którego już nie ma
Nazwę temu miejscu nadali ponoć Arabowie, którzy przed tysiącem lat panowali nad Sycylią: Bagheria miała w ich języku znaczyć "Brama Wiatru". W miejscu, gdzie góry rozstępują się, by dać miejsce zatoce, trzysta lat temu pobudowali swoje pałace arystokraci z niedalekiego Palermo. Tuż obok ich rezydencji rozplanowano miasteczko. Jego kręgosłupem do dziś pozostaje corso, prosta ulica, która zaczyna się na niewielkim placyku przy katedrze. Idąc wzdłuż corso ku morzu, cały czas widzi się barokową fasadę katedry. Każdego roku w pierwszą niedzielę sierpnia mieszkańcy wyprowadzają stąd figurę świętego Józefa, patrona miasta, i niosą go w procesji środkiem głównej ulicy.
Bagheria jest teatrem, w którym scenerię zmieniała historia. Reżyser Giuseppe Tornatore wykorzystał ten atut. Dwa lata temu nakręcił na ulicach miasteczka film "Baaria" - tak nazywają Bagherię jej rodowici mieszkańcy. Tak mówi również sam Tornatore, który dorastał, biegając po tutejszym corso.
W oryginalnej wersji filmu aktorzy mówią sycylijskim dialektem. W Bagherii posługują się nim prawie wszyscy, choć jeszcze stosunkowo niedawno był to język zakazany. W filmie jest scena, w której nauczycielka bije po twarzy ucznia za mówienie po sycylijsku.
Peppino jest biednym chłopcem, synem pasterza. Jego ojciec, choć sam niewiele posiadał, wpoił mu ciekawość świata i poczucie dumy. Dzięki tym cechom chłopak zdobędzie w przyszłości piękną kobietę, zostanie też obrońcą ubogich wieśniaków, wyzyskiwanych przez właścicieli gajów pomarańczowych. Syn Peppina, mały Pietro, jest rówieśnikiem reżysera. Wysłany po papierosy przez grających w karty mężczyzn mija w pędzie innego chłopca, biegnącego ulicą w przeciwną stronę. To jego własny ojciec, tyle że o kilkadziesiąt lat młodszy.
Corso jak klamra spina akcję epickiej panoramy Tornatorego. Losy trzech pokoleń rodziny Peppina śledzimy od lat dwudziestych minionego stulecia, poprzez dyktaturę Mussoliniego, wojnę, wejście wojsk amerykańskich, wreszcie powojenny konflikt włoskiej prawicy z komunistami. Każda z tych epok nadaje nieco inny wygląd ulicy. W pierwszych scenach filmu po corso jeżdżą drewniane chłopskie furmanki - w finale ulica zapchana jest najnowszymi modelami samochodów.
Ale scena wciąż pozostaje ta sama. Jedyną zmianą jest skucie dwóch liter na frontonie kina Wybrzeże (Cinema Littorio), które na cześć zwycięskich Amerykanów nazywać się będzie odtąd kinem Zwycięstwo (Cinema Vittoria).
"Brama Wiatru" nie mogła powstać gdzie indziej niż nad morzem. W głębi gorącej sycylijskiej ziemi już tak nie dmucha. Dlatego wiatraki na wyspie pobudowano na wybrzeżu. Sto pięćdziesiąt lat temu przewożono tam furmankami zboże zżęte w środku wyspy. Ponieważ czasy były niebezpieczne, a na drogach roiło się od bandytów, konwoje z ziarnem chronione były przez wieśniaków uzbrojonych w dubeltówki. Z tych sztafet powstały później osobiste drużyny capo, wodzów sycylijskiej mafii.
Wynalazcami mafii na Sycylii byli ludzie z małych miasteczek, takich jak Bagheria, tyle że nieleżących nad morzem. Francesco Varsallona z Castronovo niedaleko Corleone, syn bandyty, który poszedł w ślady ojca, stwierdził, że zamiast rabować bogatych plantatorów na drogach, korzystniej jest ściągać od nich haracze w zamian za ochronę posiadłości. Z kolei Calogero Vizzini z sąsiadującego z Castronovo miasteczka Villalba oparł młode struktury cosa nostry na parafialnych bractwach i fundacjach.
Vizzini dożył sędziwego wieku jako powszechnie szanowany burmistrz Villalby. Umarł w 1954 roku. Twierdzono, że odszedł ostatni człowiek honoru i prawdziwy sycylijski mafioso.
W filmie Tornatorego Peppino, który stał się już dorosłym Giuseppem, przystępuje do komunistów, dzielnie walcząc o sprawiedliwość z faszystami i z mafią. Ten schemat może wprowadzać w błąd widzów, niewiedzących, że to właśnie ludzie Mussoliniego byli na Sycylii najtwardszymi przeciwnikami cosa nostry. Nikt ani przedtem, ani potem nie walczył z nią tak bezwzględnie jak Cesare Mori, faszystowski prefekt Palermo.
Mafiosi nie pozostali faszystom dłużni. Kiedy w 1943 roku wylądowali na wyspie Amerykanie, wypierając stąd wojska włoskie i niemieckie, miejscowi capo z entuzjazmem witali shermany wtaczające się do ich miasteczek. Legenda głosi nawet, że żołnierzy US Army pomógł ściągnąć na Sycylię nie kto inny, jak Calogero Vizzini. Pośrednikiem w kontaktach z amerykańskim wywiadem miał być Lucky Luciano, rodak Vizziniego i najpotężniejszy gangster Nowego Jorku.
Biedne włoskie Południe było częstym tematem filmów włoskiego neorealizmu. Te epatujące surową ekspresją filmy kręcono w czerni i bieli. Film Tornatorego jest kolorowy, ale kolory te celowo poddano archaizującej obróbce, przywodzącej na myśl technikę Eastmancolor. Daje to dodatkowy, nostalgiczny efekt pięknym scenom rodzajowym. Wrażenia dopełnia muzyka Ennia Moriconego. "Baarię" warto obejrzeć chociażby dlatego, że tworzyć filmów z tak szerokim epickim gestem prawie nikt już nie ma dzisiaj odwagi.
@RY1@i02/2011/214/i02.2011.214.196.006a.001.jpg@RY2@
Jacek Borkowicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu