Jason Bourne w Iraku
Nazwisko byłego agenta CIA z książek Roberta Ludluma pojawiało się na plakatach kinowych i okładkach DVD z filmem "Green Zone". Powtarzają się też nazwiska, które figurowały przy dwóch najlepszych częściach filmowego Bourne''a - reżysera Paula Greengrassa i aktora Matta Damona. Historii rodem z Bourne''a tu jednak nie ma. Damon gra w "Green Zone" Roya Millera, dowódcę oddziału poszukującego broni chemicznej, zaraz po ataku USA na Irak w 2003 roku. Miller szybko odkrywa, że żadnej broni nie ma, a całą akcję wymyślono, by usprawiedliwić amerykański atak. Scenariusz filmu nie jest niespodzianką, bo jest zbliżony do prawdziwej historii. Niespodzianką nie jest też - zwłaszcza po "Bourne''ach" i "Krwawej niedzieli" - że Greengrass potrafi jak mało kto we współczesnym kinie dynamicznie poprowadzić i sfilmować akcję, a także znakomicie dobrać aktorów (proszę zwrócić uwagę na Brendana Gleesona w roli agenta CIA). Efekt? Solidny thriller, ni mniej, ni więcej.
@RY1@i02/2011/195/i02.2011.195.196.006c.001.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu