Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Ciemno wszędzie

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Pomysł na "Ewę" przypomina filmy sprzed paru lat, gdy polskie kino z lubością epatowało obrazami biednego, zapomnianego przez Boga Śląska, co widzom pozwalało pokiwać ze zrozumieniem głową nad niedolą bohaterów, ale ludziom, którzy pomocy potrzebowali naprawdę, nijak ulgi nie przynosiło. Tu jest podobnie: zwolniony z kopalni Erwin nie jest w stanie utrzymać rodziny (na dodatek wierząc naciągaczom, bierze fatalny kredyt), jego żona Giza, szukając pracy, trafia do burdelu - początkowo jako sprzątaczka, ale atrakcyjną kobietą zainteresują się szybko klienci przybytku. Ciąg dalszy znajomy: upodlenie, rozpad rodziny, brudne familoki i grożące śmiercią biedaszyby.

"Ewą" debiutują w roli reżyserów dwaj twórcy nieprzeciętnie utalentowani: znakomity operator Adam Sikora oraz świetny dramaturg Ingmar Villqist. Niestety w ich filmowym projekcie mistrzostwa fachu nie widać, za dużo tu schematów, zbyt wiele uproszczeń, a za mało życia. Szkoda jedynie aktorów: grającej główną rolę Barbary Lubos-Święs, a zwłaszcza doskonałego Andrzeja Mastalerza, który z nijakiego Erwina zrobił postać jednocześnie odpychającą i budzącą litość. To rola godna lepszego filmu.

JD

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.