Wyrazista awangarda
Zdzisław Beksiński fotografował tylko sześć lat, a jednak jeżeli przejdzie do historii sztuki, to za sprawą zdjęć niż malarstwa, które uprawiał cztery dekady
Zima 1958 roku była chłodna. Dlatego trzej mężczyźni, którzy spotkali się przed kościołem Mariackim, nie stali tam długo. Zresztą każdy z nich miał pod pachą teczkę wypchaną fotografiami, które chciał pokazać pozostałym. Nazywali się Bogusław Schlabs, Jerzy Lewczyński i Zdzisław Beksiński. Właśnie zaczynali swoją prywatną rewolucję w polskiej fotografii. Łączyło ich jedno: przekonanie, że aparat fotograficzny nie służy tylko do pokazywania ładnych krajobrazów ani prawdy życia. Nie wierzyli w Boga fotografii Henriego Cartiera-Bressona i jego religię, czyli w klasyczny reportaż. Łączył ich bunt przeciw takiej klasycznej estetyce, jej nudzie w sposobie przedstawiania rzeczywistości. Oni woleli deformację, eksperymenty, wyrazistość awangardy.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.