Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Artysta totalny

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Dokument Krzysztofa Miklaszewskiego o Tadeuszu Kantorze to próba rekonstrukcji geniusza teatru narysowana przez jego europejskich uczniów

Pociągła twarz, długi wydatny nos, ciemne gęste brwi i przenikliwe spojrzenie. Jego aktorzy, krytycy, przyjaciele mówią o nim: zabawny, wielkoduszny megaloman i ostatni łajdak. - Nigdy nie myślałem o Kantorze "typowy Polak". Posiadał cechy, które wynikały ze strasznych doświadczeń Polski w XX wieku, ale był też w nim strach, który poznał bardzo dobrze. Dobrze wiedział, co to odrzucenie i samotność - mówi Neal Ascherson, dziennikarz i pisarz. Sam Kantor powtarzał, że teatr to jego dom, a sztuka to jego życie. Był artystą totalnym - jak sam podkreślał. Malarz, scenograf, poeta, wreszcie reżyser i aktor. Pytany, dlaczego występuje na scenie, mówił: "Muszę być z aktorami w ostatniej potrzebie, jaką jest spektakl. Tuż przed zgaśnięciem, przed śmiercią. Muszę być obecny, tak jak przy rozstrzelaniu".

Krzysztof Miklaszewski próbuje w swoim dokumencie prześledzić przede wszystkim drogę Kantora przez Europę - od Wielopola Skrzyńskiego, gdzie się urodził 6 kwietnia 1915 roku, przez Kraków, gdzie ukończył ASP i przez lata wykładał i pracował w swoim teatrze Cricot 2; Paryż, gdzie był pierwszym malarzem zza żelaznej kurtyny, który tuż po wojnie miał w stolicy Francji indywidualną wystawę; Florencję, Mediolan, Londyn, Edynburg i Norymbergę, gdzie pokazywał spektakle, m.in. "Umarłą klasę". - Jest tam wielka scena, w której są ludzie niosący na plecach manekiny dziecięcości. To był potężny, niezapomniany obraz mówiący o tym, że dziecko jest ojcem człowieka, i że jesteśmy ukształtowani przez to, co nam się przydarzyło we wczesnych latach - wspomina Michael Billington, krytyk teatralny "The Guadian", który po raz pierwszy zobaczył spektakl w latach 80. w Londynie.

Miklaszewskiego interesuje bowiem, jak mistrz był odbierany w Europie, jak wpłynął na zmianę myślenia o teatrze. Krakowski dokumentalista i wieloletni współpracownik Kantora zestawia archiwalne dzienniki z prób spektakli, m.in. "Nigdy już tu nie powrócę", zrealizowane w Krakowie i Mediolanie na przełomie 1987 i 1988 roku, czy ostatniego przedstawienia "Dziś są moje urodziny", zderzając je z kadrami m.in. z "Wielopola, Wielopola" - czyli wielkiego rozliczenia artysty z własnym dzieciństwem, wspomnieniami i śmiercią. W autorskim komentarzu Miklaszewski wykorzystuje zaś anegdoty o Kantorze (które wcześniej opisał w znakomitej książce "Kantor od kuchni"), np. o tym, jak mistrz awanturował się z aktorami podczas prób, czy kiedy uciekał przed funkcjonariuszami wzięty za poszukiwanego zboczeńca. Całość dopełniają nagrania, w których Kantor opowiada o poszukiwaniu własnej drogi w teatrze i sztukach plastycznych.

Obie dziedziny przecież od momentu stworzenia przez niego konspiracyjnego Teatru Niezależnego, w którym wystawiał "Balladynę" Słowackiego czy "Powrót Odysa" Wyspiańskiego, stały się nierozdzielne. - To był całkiem inny rodzaj teatru, bo Kantor używał aktorów jako części żywego płótna, to było tak, jakby się obserwowało akt malowania obrazu przez godzinę. Tworzył groteskowe, surrealne wizje, wykorzystał manekiny, interakcję z widzem - opowiada Billington.

I chociaż "tadeusz.kantor@europa.pl" to zaledwie 50-minutowy kolaż z archiwalnych filmów o Kantorze - uzupełniony komentarzami krytyków i europejskich artystów - który nie pozwoli w pełni zrozumieć jego teatru i nie może równać się chociażby z serią dokumentów Andrzeja Sapiji, to jednak całkiem sprawnie skrojona wizytówka teatru mistrza, która może stać się asumptem do rozmowy o sposobie myślenia Tadeusza Kantora, którego echa widać nie tylko na polskich scenach.

@RY1@i02/2011/151/i02.2011.151.196.006a.001.jpg@RY2@

Agnieszka Michalak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.