Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Jak Indianom zabrano Zachód

1 lipca 2018

W tragicznej historii północnoamerykańskich Indian można znaleźć także polskie akcenty - dalekie od westernowych stereotypów

Na zachód od Kansas City zaczynają się Plains, czyli stepy, zwane też preriami. Ta druga nazwa ma pochodzenie francuskie, gdyż to Francuzi właśnie, a nie biali Amerykanie, byli pierwszymi Europejczykami, którzy aktywnie penetrowali to morze trawy. Dziś prawdziwych stepów pozostało niewiele, ale jeszcze sto lat temu zajmowały one jedną trzecią powierzchni Stanów Zjednoczonych.

Najkrótszy kurs geografii dla leniwych oglądaczy westernów mógłby brzmieć następująco: stając w Kansas City twarzą na zachód, na prawo mamy Siuksów, na lewo - Komanczów. Nazwy tych ludów (razem z Apaczami, żyjącymi na pustyniach Nowego Meksyku i Nevady) do niedawna były dobrze znane wszystkim dziesięciolatkom odgrywającym na ciasnych podwórkach wielkomiejskich kamienic historie Crazy Horsea, Sitting Bulla albo Winnetou. Odkąd istnieje kino, a nawet wcześniej, od czasu wynalezienia seryjnych, wielkonakładowych książeczek w miękkich okładkach, te postacie indiańskich wodzów zawładnęły wyobraźnią kilku pokoleń chłopców w krótkich spodenkach.

Siuksowie, dziś chyba najlepiej znani z epickiej produkcji "Tańczący z wilkami" Kevina Costnera, zamieszkiwali niegdyś rozległe, płaskie przestrzenie obecnego stanu Minnesota, obydwu Dakot (Południowej i Północnej) oraz Montany. Polowali na bizony, nosili pióropusze, palili fajkę pokoju, słowem - spełniali wszystkie kryteria klasycznego stereotypu Indianina, utrwalonego w popularnej kulturze dzięki setkom filmów, głównie amerykańskich.

W westernach raczej nie wspominano, że byli jednym z największych narodów Ameryki Północnej (określenie "plemię Siuksów" pozostawmy chłopcom w krótkich spodenkach) i dzielili się na wiele grup, z których najliczniejsze były Dakota i Lakota. Tych pierwszych wyparto za Missouri i rozproszono już w XIX wieku, natomiast żyjący bardziej na zachód Lakotowie przetrwali w swojej masie do dziś i nawet cztery lata temu ogłosili niepodległość. Rząd USA oczywiście jej nie uznaje.

Tak jak inne ludy indiańskie Siuksowie długo przeciwstawiali się naporowi białych. W 1876 roku Siedzący Byk - westernowy Sitting Bull albo Tatanka Yotanka w języku Dakotów - rozgromił pod Little Big Horn oddział kawalerii pułkownika Custera, na dłuższą metę nie był jednak w stanie przeciwstawiać się przeważającej sile. Zmienił więc taktykę: zaczął namawiać współplemieńców, by zamiast skalpowania białych brali udział w tajemniczym obrzędzie zwanym Tańcem Ducha. Uczestniczący w nim wojownicy wpadali w trans, z którego budzili się, wierząc, że bóstwo przepędzi białych i zwróci wystrzelane stada bizonów prawowitym gospodarzom stepów.

Przedstawiciele białej administracji uznali taniec za zagrożenie, więc go zakazali, a Siedzącego Byka, który nie podporządkował się zarządzeniu, zastrzelili. Zginął również drugi zwycięzca spod Little Big Horn, Szalony Koń (Crazy Horse), przebity bagnetem strażnika podczas próby ucieczki z więzienia.

Stepy Siuksów kończą się na zachodzie skałami Czarnych Wzgórz (Black Hills). Wbrew swojej nazwie skały z daleka świecą bielą nad równiną. W 1927 roku rzeźbiarz Gutzon Borglum, krusząc dynamitem ścianę Mount Rushmore, rozpoczął tworzenie największego pomnika od czasu upadku Kolosa z Rodos - wizerunków prezydentów Washingtona, Jeffersona, Lincolna i Roosevelta. Praca trwała wiele lat, dokończył ją po śmierci artysty jego syn.

Dla okolicznych Lakotów skała Mount Rushmore jest miejscem świętym, więc dłubanie w niej uznali za poniżenie. Zwrócili się więc do jednego z "podwykonawców" rzeźby, Amerykanina polskiego pochodzenia Korczaka Ziółkowskiego, z propozycją, by ten wykonał podobną figurę indiańskiego bohatera.

Prace nad nią ruszyły po zakończeniu II wojny światowej. Ziółkowski zaangażował wszystkie siły w tworzenie monumentu Szalonego Konia, który swoimi rozmiarami kilkakrotnie przewyższa pomnik poświęcony prezydentom. I chociaż rzeźbiarz nie żyje już od trzydziestu lat, jego dzieło kontynuuje rodzina.

Obecnie gotowa jest twarz wodza, która wyłania się ze skały podobnie jak twarze Ojców Założycieli. Jego wyciągniętą rękę, stumetrowej długości, ukończono w połowie: otwór na wysokości łokcia, przebity na wylot skały, jest dopiero początkiem kolejnych planowanych wykruszeń. Nie widać jeszcze głowy spienionego rumaka, którego dosiada Crazy Horse. Patrząc na projekt, można sobie wyobrazić, że sylwetka zwierzęcia będzie najmocniejszym akcentem kolosalnego dzieła.

Oba pomniki dzieli zaledwie kilkanaście kilometrów.

@RY1@i02/2011/151/i02.2011.151.196.007a.001.jpg@RY2@

Projekt pomnika Szalonego Konia

@RY1@i02/2011/151/i02.2011.151.196.007a.002.jpg@RY2@

Kevin Costner i Graham Greene w "Tańczącym z wilkami"

Jacek Borkowicz

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.