Mówi sfar:
Chciałem nakręcić film o Gainsbourgu częściowo z powodu muzyki, którą bardzo lubię i którą chciałbym popularyzować także poza światem frankofońskim. Ale przede wszystkim dlatego, że to bardzo ciekawa, skomplikowana osobowość twórcza. Kompozytor, poeta, wielka gwiazda, a z drugiej strony człowiek, którego ambicją było zostać malarzem, co mu się nigdy nie udało. Nie jest to więc historia sukcesu. Ale myślę, że decydujące było dla mnie to, że uprawiał seks z Bridgitte Bardot (śmiech) - możliwość odtworzenia tego na ekranie była wystarczającą pokusą. Poza tym wydaje mi się, że Gainsbourg jest jedyną gwiazdą francuskiej piosenki, która osiągnęła status podobny rockowym idolom. To nie był nudny śpiewający poeta z Lewego Brzegu, tylko prawdziwy, autodestrukcyjny, mroczny geniusz!
Opowiadałem o człowieku, którego podziwiam i którego pokochałem, kiedy byłem dzieckiem. Wtedy we Francji wszystko było bardzo poważne i wszyscy zachowywali się niezwykle poprawnie, zwłaszcza w sytuacjach publicznych, natomiast ten gość był kompletnie szalony! Przychodził pijany do programów telewizyjnych, obrażał kogo się dało, a przy tym pisał wspaniałą muzykę. Pamiętam, że wszystkie dzieciaki go uwielbiały - także dlatego, że tak oburzał naszych rodziców. Moim punktem odniesienia nie była więc tak naprawdę osoba Serge’a Gainsbourga, ale moje dziecięce wyobrażenia o nim, fantazje i przeczucia.
NOT. KN
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu