Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Młodość bez szaleństwa

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Ten "Pierwszy raz" nie będzie godny zapamiętania. Debiut Barbary Topsoe-Rothenborg jest przewidywalny i pozbawiony namiętności. Reżyserka czyni swoim bohaterem Victora - fajtłapę, który oblałby wszystkie egzaminy w szkole uwodzenia. Niezrażony niepowodzeniami chłopak zakochuje się jednak w najpiękniejszej dziewczynie w swoim otoczeniu. Rothenborg doskonale wie, że korzysta ze zużytych klisz i bynajmniej nie zamierza tego ukrywać. Pomysłowo wprowadza za to wątek dwóch młodocianych filmowców, którzy podglądają życie bohatera przez włączoną kamerę. W ten sposób duńska twórczyni ujmuje historię Victora w ironiczny nawias i zyskuje pretekst do nasycenia "Pierwszego razu" odwołaniami do amerykańskiego kina lat 90. Kinofilski czar pryska jednak, gdy orientujemy się, że Rothenborg powołuje się na niewłaściwe filmy. Zamiast cytować "Pulp Fiction" czy "Las Vegas Parano", reżyserka powinna obejrzeć "Uczniowską balangę" Richarda Linklatera. Może wtedy zrozumiałaby, że nostalgiczne spojrzenie na licealne miłostki nie zawsze musi okazywać się tak zachowawcze. "Pierwszy raz" przypomina rzeczywistość rodem z parafialnego przyjęcia. Zamiast wódki pije się tu mleko, kontakty damsko-męskie podlegają zasadom zdrowego rozsądku, a uczuciowe problemy zostają rozwiązane przy wsparciu wyrozumiałych rodziców. Obfitujący w podobne obrazki film wywołuje potrzebę natychmiastowego znieczulenia.

@RY1@i02/2011/141/i02.2011.141.196.022c.001.jpg@RY2@

Piotr Czerkawski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.