Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Miłość nad klifami

1 lipca 2018

W Wielkiej Brytanii roi się od miejsc związanych z królem Arturem. Jedno z najsłynniejszych to ruiny kornwalijskiego zamku Tintagel

Żadne z miejsc związanych z arturiańską legendą nie jest tak malownicze jak Tintagel. Ruiny tego kornwalijskiego zamku wznoszą się na wąskiej skale obmywanej z trzech stron przez fale Atlantyku. Jeśli jednak ktoś przyjeżdża tu nie dla widoków, ale dla legendy, z pewnością bardziej od Artura obchodzi go Marek.

Ten mityczny władca Kornwalii, w arturiańskich opowieściach wspominany raczej niepochlebnie, w najpiękniejszej historii miłosnej świata - dziejach Tristana i Izoldy - jest tym trzecim, który stoi na drodze pary kochanków. Trudno go za to potępiać, skoro jest mężem Izoldy. Rozpięty między zazdrością i gniewem a miłością do żony i podziwem dla rycerskich zalet Tristana, pan na Tyntagielu (jak nazwał zamek Tadeusz Boy-Żeleński) skazuje niewierną parę, by zaraz potem przeklinać złych doradców, którzy śmieli podać w wątpliwość cześć osób najbliższych sercu króla.

Tristan, rodzony siostrzeniec królewski, dużo podróżuje, po części z konieczności, po części dla przygód i rycerskiej chwały. Izoldę poznaje w Irlandii, skąd ma ją przywieźć królowi Markowi jako narzeczoną. Jego ukochana także pochodzi z wysokiego rodu: jest córką irlandzkiego króla. Małżeństwo z nią ma w zamiarach Marka zabezpieczyć Kornwalię przed najazdami jej ojca, potężnego i agresywnego monarchy. W filmie Kevina Reynoldsa władca Tyntagielu (nazwanego tu zamkiem dOr) usiłuje zjednoczyć Celtów, Piktów, Anglów i Sasów we wspólnej walce z irlandzkim najeźdźcą. Wziąwszy pod uwagę, że w rzeczywistości to raczej Anglicy przez wieki uciskali Irlandczyków, "Tristan i Izolda" przypomina trochę patriotyczne produkcje rosyjskie doby Putina, w których źli Polacy pustoszą wały Kremla.

Akcja opowieści toczy się głównie na Wyspach Brytyjskich, zatem Tristan i Izolda większość swoich wypraw odbywają morzem. Bohaterowie swobodnie żeglują między Irlandią a Kornwalią, a także między Kornwalią a francuską dzisiaj Bretanią (Małą Brytanią, jak nazywają ją celtyckie mity). W zaraniu średniowiecza, czyli w czasach, do których odnoszą się arturiańskie historie, wody te penetrowali nie tylko irlandzcy wojownicy. Celtowie przenosili z jednej wyspy na drugą, a także na kontynent, własną oryginalną kulturę. Do dziś w Bretanii wyśledzić można miejsca, których imiona kopiują nazwy zza morza. Leżąca nad Atlantykiem niewielka kraina Cornouaille to przecież nic innego jak Kornwalia właśnie.

Celtyccy bardowie, którzy przepływali Kanał La Manche, przenieśli na kontynent dziwne opowieści o Lancelocie i Ginewrze, Merlinie, Percevalu, a także o królu Marku i parze kochanków. Poprzez Bretanię, a później Francję historie te, przybrane w szaty rycerskiego romansu, rozpowszechniły się po całej średniowiecznej Europie. "Dzieje Tristana i Izoldy", jakie znamy z opracowania Boya, są tłumaczeniem późnej adaptacji legendy dokonanej w 1900 r. przez Francuza Josepha Bediera.

@RY1@i02/2011/141/i02.2011.141.196.007a.001.jpg@RY2@

Jacek Borkowicz

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.