Samochodem po rzece
Czym mogą nas zaskoczyć teatry uliczne? Jak zmieniają się tendencje w tworzeniu spektakli plenerowych? O sztuce w mieście opowiada szefowa gdańskiego Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Plenerowych i Ulicznych FETA Elwira Twardowska
Te dwa elementy w teatrze ulicznym liczą się najbardziej. Chociaż teatr wydaje się sztuką elitarną, to spektakle uliczne, również trudne, przyciągają ogromną publiczność. Podczas tegorocznej FETY na widowisku hiszpańskiej grupy Sensa Tempo "A+ cosas que nunca te conté" na widowni było prawie 2 tys. ludzi, którzy ponad godzinę siedzieli w absolutnym skupieniu. A nie oglądali fajerwerków ani monumentalnych efektów.
Kilka dni temu rozmawiałam z Holendrem, który w swoim kraju organizuje festiwal uliczny. Jego impreza w całości jest biletowana. Odbywa się w dużym parku, widzowie przyjeżdżają na nią mercedesami i bmw.
Coraz mniej jest takich festiwali jak FETA. Artystom, którzy do nas przyjeżdżają, dajemy miejsca do spania. Kiedy jeżdżę po Europie, widzę, że festiwale uliczne i plenerowe odbywają się na rynkach, bywają dodatkiem do architektury, codziennego życia miasta. FETA to demokratyczna impreza - wszystko robimy własnymi rękami, nie mamy loży VIP-ów, wszyscy widzowie traktowani są jednakowo.
Prawdziwie ulicznych teatrów jest coraz mniej na świecie, bo tysiące przepisów wykluczają spontaniczne działania. Na jakimś pasie ulicy nie można zagrać, gdzieś trzeba zamknąć ruch, żeby spektakl mógł się odbyć. Poza tym dziś wszyscy chcą wiedzieć, co się wydarzy, kiedy się wydarzy i gdzie - a to psuje tego typu widowiska na starcie. Dlatego z czułością myślę o performerach skandalistach, takich jak francuska grupa Cacahuete.
Teatry plenerowe są bardzo do przodu w proponowaniu nowych rozwiązań. Pamiętam, jak kilkanaście lat temu w spektaklach plenerowych oglądałam pierwsze projekcje multimedialne. Dziś twórcy uliczni już z nich wyrastają, za to teraz multimedia rządzą w teatrach instytucjonalnych. Podobnie z efektami pirotechnicznymi. Za to najmodniejsze w plenerach są ostatnio spektakle w powietrzu i na wodzie - podczas tegorocznej FETY zobaczyliśmy "Water Fools" na Motławie w wykonaniu francuskiego teatru Ilotopie. Grupa przywiozła urządzenia, które były zainstalowane pod wodą, i dzięki nim aktorzy jeździli samochodem lub wózkiem i sprawiali wrażenie, jakby poruszali się po powierzchni wody. Teatry coraz bardziej zwracają uwagę na przestrzeń gry. Przyjeżdżają wcześniej, starannie oceniają, czy teren udźwignie ich stylistykę. Poza tym twórcy teatrów ulicznych są coraz lepiej wykształceni - każda grupa ma w swoim składzie zawodowych muzyków, plastyków, projektantów, rzeźbiarzy, inżynierów technicznych. Jest coraz mniej improwizacji, przypadkowości, a więcej otwartości.
@RY1@i02/2011/141/i02.2011.141.196.025b.001.jpg@RY2@
"Water FoIls"
@RY1@i02/2011/141/i02.2011.141.196.025b.002.jpg@RY2@
"Water FoIls"
Agnieszka Michalak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu