Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Cywilizacja na końcu świata

3 lipca 2018

Zobaczyć nagranie pierwszego kontaktu plemienia Papuasów z białym człowiekiem to rzadka okazja w zglobalizowanym świecie. Nagrania dokonano zaledwie trzy lata temu

Specjalista od survivalu Mark Anstice i dziennikarz Ollie Steeds to dobrana para podróżników specjalizujących się w wyprawach do najbardziej izolowanych plemion świata. W 2007 roku pojechali do indonezyjskiej części Nowej Gwinei, by żyć tam wśród Kombai, ludu zaszytego w głębi tropikalnej dżungli i budującego chaty na wierzchołkach wysokich drzew. Mimo że znaleźli się naprawdę tam, gdzie diabeł mówi dobranoc, na miejscu poczuli lekki zawód: plemię Kombai, choć odkryte stosunkowo niedawno, zostało już dotknięte wpływami cywilizacji.

W następnym roku udali się w góry wschodniej części indonezyjskiej połowy wyspy, gdzie spodziewali się znaleźć kulturę Papuasów w stanie czystym. Otóż niektóre grupy plemienia Mek, w zasadzie znanego od dawna, nie widziały jeszcze białego człowieka. Tym razem się nie zawiedli. Efektem tej wyprawy jest bez mała osiem godzin filmu, nagranego dla Discovery/Travel Channel w ramach serii "Zaginione plemiona". Mimo że długi jak sławna "Nietolerancja" Griffitha, ogląda się go z niesłabnącą ciekawością. Z racji obfitości nagrań może też być interesującym materiałem dla etnologa.

Mark i Ollie przemierzają tropikalną puszczę, docierając do osad, które mają coraz mniej kontaktu z cywilizacją. Ta jednak oddziałuje z dużą mocą. W jednej z wiosek nadzy tubylcy, powołując się na tradycję gościnności, postanawiają podjąć przybyszów pieczoną świnią, za którą podróżnicy mieliby wszelako zapłacić... 8 tysięcy dolarów. Do transakcji oczywiście nie dochodzi, więc Mark i Ollie rozbijają namioty poza wioską.

Wreszcie są u celu! Wódz osady Merengman (podobny do Boba Marleya), choć uprzedzony o wizycie przez gońca z sąsiedniego plemienia, myślał, że przybysze będą mieć taką samą skórę jak on. Teraz próbuje przepędzić "diabłów" kamienną siekierą, jednak potem, udobruchany tytoniem, zgadza się, by pozostali z jego ludźmi. Muszą jednak żyć jak inni: jeść to samo i tak samo się ubierać.

Merengman to kilka chat krytych liśćmi palmowymi, przytulonych do wierzchołka niebotycznej góry. Mark i Ollie spędzili tutaj cztery miesiące nagrywani mistrzowską kamerą Eda Kellyego, reżysera filmu. Byli świadkami narodzin, śmierci, zawarcia małżeństwa, uczestniczyli w polowaniach i codziennych pracach w ogrodzie, przeszli też inicjację. Przez ten czas postawa wspólnotywobec nich zmieniała się od nieufności przez akceptację aż do przywiązania.

Kelly pokazuje Papuasów bez upiększeń. Śmiejemy się razem z nimi, widząc jak dwójka białych nieporadnie nakłada koteki (drewniany futerał na penisa), ale przestaje nam być wesoło, gdy jeden z narratorów raczy nas opowieścią o własnoręcznie uduszonej przez siebie czarownicy. Jednak ci surowi górale przy pożegnaniu wynieśli ze swych chat to, co mieli najlepszego. Mark i Ollie zeszli z gór obdarowani kilkoma żywymi kogutami.

@RY1@i02/2011/131/i02.2011.131.196.007a.001.jpg@RY2@

Jacek Borkowicz

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.