Schyłek raptownych chwil
Philip Roth udowadnia w "Upokorzeniu", że próby rozpoczynania od nowa kończącego się życia muszą prowadzić do klęski
W "Upokorzeniu", powieści nowelowych rozmiarów, Roth zajmuje się stałym tematem swojej późnej twórczości - starością i jej gorzkimi konsekwencjami. By uwydatnić płynącą z niej niemoc, stawia swojego 65-letniego bohatera w sytuacji głębokiego kryzysu twórczego. Simon Axler ma właśnie za sobą całkiem nieudaną rolę Makbeta. Całe życie był mistrzem sceny, wielkim aktorem. Nagle utracił twórczą moc - "Wyjście na scenę stało się udręką. Zamiast pewności, że będzie świetny, miał pewność, że położy rolę".
Na te problemy ratunkiem ma być - jak to u Rotha - miłosne (i mocno erotyczne zarazem) uniesienie. Lecz obiekt tych fascynacji w "Upokorzeniu" jest dość osobliwy - to bowiem 40-letnia lesbijka, która właśnie odkrywa, że dobrze jej zrobi reorientacja seksualna. Sarkazm tej sytuacji podbity jest jeszcze przez opis relacji kochanki aktora z rodzicami, którzy traktują ją jak nastolatkę. Zatroskani o los córeczki, ingerujący w jej związek rówieśnicy Axlera powodują, że jego położenie w świecie staje się jeszcze bardziej opłakane.
Jest takie powiedzenie: zrobić z siebie głupca. Niesie ono w sobie dozę pełnego politowania komizmu. U Rotha wszystko zmienia się w dramat, ale podany tak, że nie czujemy jego ciężkości, patosu. To jest po prostu dramat na miarę starości widzianej oczami nowojorskiego pisarza.
W swojej 30. książce Roth nie proponuje żadnych nowatorskich rozwiązań, ale wciąż czyta się go z niesłabnącym zainteresowaniem. Szczególnie że jest w "Upokorzeniu" miejsce na pisarza znanego z "Kompleksu Portnoya" - bezpruderyjnego, otwarcie mówiącego o seksie, który funduje tyleż rozkoszy, ile groteski. Trudno się na przykład nie śmiać w momencie, kiedy Pegeen - dziewczyna Simona - próbuje grać rolę faceta w łóżku i chce wziąć swojego kochanka za pomocą przymocowanej do łona uprzęży.
Upokorzenie głównego bohatera - wynikające z tego, że Rothowskie "raptowne chwile" prowadzą na manowce, są kłamstwem, jakie funduje sobie człowiek przerażony starością - będzie miało smutny finał. I - jak na aktora przystało - finał teatralny, ale dziwnie pozbawiony mocy. Nie ma żadnego nowego początku, zdaje się mówić Roth, nie ma nagłego odrodzenia. A kurtyna zapadła, kiedy patrzyliśmy w inną stronę.
@RY1@i02/2011/131/i02.2011.131.196.026b.001.jpg@RY2@
Philip Roth
@RY1@i02/2011/131/i02.2011.131.196.026b.002.jpg@RY2@
Patrycja Pustkowiak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu