Dziennik Gazeta Prawana logo

Bóg i But

27 czerwca 2018

"Artaud" Pawła Passiniego może udręczyć widzów wielością wątków, obrazów i wcieleń bohatera. Czy warto brać w tym udział?

Czasem trzeba się zmierzyć z materiałem niemożliwym dla teatru, postacią, o której teatr nie jest w stanie ani opowiedzieć, ani jej pokazać. Passini wprowadził na scenę Teatru Studio chyba najbardziej niepojętego geniusza i szaleńca XX wieku - Antonina Artauda. Założenie było chyba takie: spróbujemy schwycić prawdę o artyście gdzieś między wariacją a rekonstrukcją, cytatem z jego pism i obrazem z realizacji, w których grał, które analizował, widział i przeczuł. Passini nie stwarza na potrzeby tego spektaklu rewolucyjnego języka teatralnego, nic nie burzy i nie podpala. Sprawdza raczej, czy środki i styl, którymi dysponuje jako reżyser, naprawdę wywodzą się z artaudowskich objawień. Nie wierzy w materializację Teatru Okrucieństwa i "efektu dżumy", za to bada wszelkie ich dzisiejsze kalekie wcielenia. Zestawia ciepłe symboliczne kadry z ukąszeniami dźwiękiem, słowem, sytuacją.

Pozostało 91% treści
Nie pozwól, by umknęło Ci to, co najważniejsze.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.

Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.