Szarańcza w hawajskich koszulach
Szwedzka reporterka Jennie Dielemans bez skrupułów obnaża ciemną stronę współczesnej masowej turystyki. Przeczytaj koniecznie, zanim ruszysz na gorącą plażę
Jeździmy na wakacje do ciepłych krajów, bo nam się należy - za ciężką pracę, równie ciężkie północnoeuropejskie zimy, bohaterstwo monotonnej codzienności. Jeździmy po to, żeby się na chwilę oderwać od swojego życia, naładować akumulatory, pozwolić sobie na odrobinę egoizmu. Masowa turystyka to genialny pomysł nowoczesnego kapitalizmu na luzowanie smyczy zagonionym ludziom, trybikom machiny globalnej gospodarki.
Jeździmy zatem na wakacje do ciepłych krajów, nie zdając sobie do końca sprawy, w jakiego rodzaju rynkowej grze uczestniczymy. Tu nie ma przypadków - jest za to międzykorporacyjna wojna konkurencyjna na wyniszczenie przeciwnika. Współczesny turysta żąda pełnej obsługi - nie wystarcza mu hotelowy pokój i plaża, chce więcej. Pragnie się przypatrywać prawdziwemu życiu tubylców, zaznać lokalnego kolorytu, uprawiać sporty ekstremalne, uchlać się bez nerwowego liczenia pieniędzy w portfelu, znaleźć łatwą miłość i szybki seks, a przede wszystkim - poczuć się lepiej niż inni, mieć swoje pięć minut elitarnego luksusu. Wygrywa ten, kto mu ten komfort umie zapewnić.
Szwedzka dziennikarka Jennie Dielemans spojrzała na przemysł turystyczny - tę szarańczę pożerającą gorące wybrzeża całego świata - od zaplecza, postanowiła też oszacować społeczne i ekologiczne koszty spełniania kaprysów przybyszów z bogatego Zachodu. Obaliła przy tym pewien mit służący wielkim korporacjom turystycznym za alibi - to nieprawda, że bladoskórzy najeźdźcy przywożą ze sobą pieniądze. Z jej szacunków wynika, że 70 - 80 procent wydatków gości wraca w różnej formie do firm organizujących wyjazdy. Winny jest temu między innymi zabójczy dla lokalnych społeczności system all inclusive.
"Witajcie w raju" to książka z gatunku tych, których czytać nie chcemy, ale powinniśmy, choć nie poprawiają samopoczucia. Kto choć raz nie wyjechał wygrzać się na egzotycznej plaży, niech pierwszy rzuci kamieniem. Dielemans pisze jasno i klarownie: masowa turystyka niszczy wszystko niczym huragan, demoluje środowisko naturalne, wspiera mafie kontrolujące handel narkotykami, kobietami i niewolniczą siłą roboczą, przyczynia się do wzrostu bezrobocia, rozwadnia i banalizuje miejscowe kultury. To jest cena, którą inni muszą zapłacić za naszą chwilę oddechu.
Czytając ten reportaż, zdałem sobie sprawę, że współczesny przemysł turystyczny jest tematem prawie nietkniętym przez literaturę. W ostatnich latach udało mi się natrafić na - dosłownie! - dwie powieści, które przyglądałyby się bliżej temu zjawisku. Pierwsza to czescy "Wycieczkowicze" Michala Viewegha, druga - znakomita "Platforma" Michela Houellebecqa, cynicznie kwitująca mechanizmy opisane także przez Dielemans. Pisarze - do dzieła, bo warto!
@RY1@i02/2011/092/i02.2011.092.196.034b.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2011/092/i02.2011.092.196.034b.002.jpg@RY2@
Acapulco w Meksyku
| Jennie Dielemans | przeł. Dominika Górecka | Czarne 2011 | 35,90 PLN llll
Piotr Kofta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu