Gimnastyka na ringu
"Casablanca" Michała Siegoczyńskiego to boleśnie nużąca wariacja na temat filmu Michaela Curtiza. W Powszechnym wulgarnie i w najgorszym guście się go wyśmiewa
Michał Siegoczyński za chwilę stanie się specjalistą od nabijania się z genialnych filmów. Jego próba zmierzania się ze "Śniadaniem u Tiffany’ego" w warszawskim Studio była ledwie strawna, a sceniczna wersja "Kto się boi Virginii Woolf" raziła oczywistością i płytkością. W przypadku "Casablanki" jest podobnie. Młody reżyser znów uwierzył, że wystarczy wcisnąć przestarzały przecież film w nowocześnie skrojony frak, dorzucić kilka sprawdzonych wcześniej w teatrze pomysłów innych reżyserów (Warlikowskiego czy Grzegorzka) oraz popkulturowe akcenty i sukces murowany. Tymczasem jego seria pozostałych po obróbce szczątków "Casablanki" jest irytująco nużąca i niewiele znaczy.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.