Inżynier ludzkich serc
W dokumencie "Miejski serwis randkowy" starosta pewnej słowackiej wsi próbuje wyswatać miejscowych singli
W czasach, kiedy w latach 90. jeździłem często na Mazury, w pewnej niepozornej wiosce między Szczytnem a Biskupcem można było zobaczyć charakterystyczną tabliczkę. Napis na niej głosił: "Wysypisko miejskie". Przypomniało mi się to, gdy próbowałem rozgryźć sekret tytułu nadanego przez polskiego dystrybutora uroczemu dokumentowi Eriki Hníkovej "Nesvadbov" (co można przetłumaczyć jako "Nieślubów"). Zemplínske Hámre, miejscowość, o której mowa w filmie, to bowiem licząca około 1000 mieszkańców wieś leżąca we wschodniej Słowacji. Nie mam pojęcia, dlaczego ktoś w Polsce uparł się, żeby tę skromną ulicówkę podnieść do rangi miasta. Ale mniejsza z tym.
W każdym razie Zemplínske Hámre, podobnie jak cały wschód Słowacji, przeżywają demograficzną zapaść. Wielu mieszkańców wyjechało do miast za pracą i lepszym życiem - i jak to się zdarza w takich przypadkach, były to głównie młode kobiety. Ci, którzy zostali, często nie założyli rodzin, żyją samotnie i bezdzietnie.
Hámre oprócz kłopotów mają jednak niezmordowanego Jozefa Gajdoša, starostę z misją, byłego posła do słowackiego parlamentu. Starosta to optymista i społecznik, który postanowił stawić czoła uwiądowi więzi międzyludzkich. Dzień w dzień przez miejscowy radiowęzeł nadaje urzędowe komunikaty, zamieniając je w pogadanki na temat rodzinnych wartości, głębokiego sensu łączenia się w pary i posiadania dzieci. Ostatecznie wpada na desperacki pomysł - postanawia zorganizować wieczór samotnych serc, z wyszynkiem, potańcówką i loterią fantową, na który imiennie zaprasza opornych lokalnych singli i singielki. Niektórym z nich - nieśmiałemu mechanikowi samochodowemu, puszystej pracownicy zakładów mięsnych, rozczulającemu playboyowi, który zbudował dom dla nieistniejącej żony - towarzyszy nienatrętna kamera dokumentalistki...
Ten skromny obraz ma wiele wspólnego z klasyką czeskiej szkoły filmowej - podobnie jak dzieła Formana, Menzla czy Passera umie opowiadać o ludzkich słabościach, porażkach i wstydzie w sposób, który bohaterów nie poniża, ale też ich nie wywyższa. Właściwie mowa tu o prawie do kierowania swoim życiem nawet wówczas, gdy życie to jest średnio udane. Erika Hníková subtelnie zderza ze sobą absurd i banał, osiągając przy tym wprawdzie efekt humorystyczny, ale podszyty egzystencjalnym smutkiem. Co ważniejsze, udaje się jej to, choć nie inscenizuje, a tylko podgląda.
Główną nagrodą w loterii fantowej jest lot balonem nad Hámrami - nagrodę wygrywa miejscowy drobny pijaczek i krzyczy: "O, nie, tylko nie balon! Zarzygam całą wioskę!". Piękna rzecz.
@RY1@i02/2011/087/i02.2011.087.196.028a.001.jpg@RY2@
Piotr Kofta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu