Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Ostatnia pozycja w rankingu

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Amerykanin Gary Shteyngart w świetnej "Super smutnej prawdziwej historii miłosnej" przygnębia desperackim błazeństwem, jedyną możliwą odpowiedzią na szok przyszłości

Ludzkość sporo czasu spędza na myśleniu o tym, co nie istnieje. Chodzi, rzecz jasna, o przyszłość. Każda literacka wizja przyszłości to zatem fikcja do kwadratu. Ale można na to też spojrzeć z innej strony: twórca bazuje na wiedzy o historii i teraźniejszości - pisząc o przyszłości, zajmuje się więc nie jasnowidzeniem, ale ekstrapolacją istniejących trendów. Dałoby się to nazwać wyciąganiem rzeczywistości za uszy w stronę potencjalności. (Dla porządku załóżmy, iż rzeczywistość ma znacznie więcej uszu niż człowiek). Wolna wola artysty decyduje o tym, za które uszy artysta pociągnie i co będzie chciał w ten sposób osiągnąć.

Gary Shteyngart - jak wielu przed nim - chciał zapewne napisać satyryczną powieść o współczesnej Ameryce, przebranej dla niepoznaki w futurystyczną kieckę. Ale wyszło mu coś więcej: niepokojąca, gorzka, orwellowska w duchu historia o niezbyt eleganckim schyłku człowieczeństwa.

Oto świat za paręnaście lat - Stany Zjednoczone są pogrążone w politycznym i gospodarczym kryzysie wynikającym z jednej strony z zaangażowania w kolejną brudną wojnę (tym razem z Wenezuelą), z drugiej zaś z krachu finansów państwa: dolar to zdewaluowany papierek, a Chińczycy noszą się z zamiarem ostatecznego odcięcia Amerykanom walutowej kroplówki. Kryzys to dobry czas dla mniej lub bardziej zakamuflowanego totalitaryzmu - w USA nie ma już republikanów i demokratów, rządzi osobliwa Unia Bipartyjna, a mieszkańcy są stale inwigilowani przez Amerykańską Agencję Przywracania Porządku.

Inna sprawa, że inwigilować tych ludzi nie jest trudno. Każdy nosi przy sobie tzw. äpärät, multimedialne urządzenie będące jednocześnie dowodem tożsamości i komunikacyjną arterią łączącą obywatela ze społeczeństwem. Społeczeństwo widziane przez äpärät to zaś jeden wielki, rozgałęziony Facebook, w którym każdy jest konsumentem i producentem treści, notowanym w niezliczonych publicznych rankingach urody, majętności czy osobowości.

Ta rzeczywistość ma również swoich outsiderów - takich choćby jak główny bohater powieści Shteyngarta Lenny Abramov, próbujący konformistycznie wtopić się w tłum, nie do końca rozumiejąc czasy, w których żyje. Lenny - dobiegający czterdziestki syn żydowskich imigrantów z Rosji, typ liryczno-ironiczny, flejtuch i marzyciel - wprawdzie pracuje w firmie oferującej milionerom wieczną młodość, ale trzyma w domu książki, które w dodatku czyta (a przecież "papier śmierdzi", jak mówią jego współcześni), äpärätem posługuje się z subtelnością drwala, nie streamuje do sieci programu o sobie samym i nie umie się nawet porządnie ubrać. Wszystko zmienia się, gdy Lenny poznaje Eunice Park, 24-letnią Amerykankę koreańskiego pochodzenia, filigranową istotkę, która stanowi esencję nowej epoki...

Shteyngart kpi ze wszystkiego i wszystkich - z głupoty mediów, imigrantów, kultu młodości, zafałszowanych amerykańskich wolności, zetlałego romantyzmu, wolnego rynku, elit finansowych, klasowych i statusowych obsesji. Nowojorski pisarz już wcześniej dał się poznać jako zgryźliwy humorysta. Jego dwie powieści ("Absurdystan" i "Podręcznik rosyjskiej debiutantki") ukazały się nawet w Polsce, ale przeszły - dlaczego mnie to nie dziwi? - bez echa. Jednak "Super smutna prawdziwa historia miłosna" to rzecz innego kalibru, uważana za oceanem za jedną z najlepszych książek ostatnich lat. I słusznie.

Ciekawe skądinąd, że pisząc swoją prozę o przyszłości, Shteyngart odwołuje się zarazem do klasycznego wzorca powieści epistolograficznej. "Niebezpieczne związki" lat 30. XXI wieku? Niewykluczone. Ten tekst, opowiadający o rzeczywistości, w której literatura przestała istnieć, jest w sumie literackim triumfem.

Pierwsza moja myśl po zakończeniu lektury była następująca: to nie jest świat, w którym chcielibyśmy żyć, ale być może niedługo nie będziemy mieli innego wyjścia. Lecz zaraz po pierwszej myśli przyszła myśl druga: to właśnie jest ten świat, w którym, niestety, chcielibyśmy żyć i dlatego niedługo nie będziemy mieli innego wyjścia.

@RY1@i02/2011/087/i02.2011.087.196.0035.001.jpg@RY2@

Piotr Kofta

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.