Łagodność odlotem podszyta
Idylliczny krajobraz doliny Tamizy jest teatrem opowieści, którą zaczytywały się pokolenia dzieci i dorosłych
Im dalej w górę Tamizy, tym więcej zieleni. Gdy ominiemy szerokim łukiem Slough, ostatni przyczółek metropolitalnego Londynu, gdy przejedziemy arystokratyczny Windsor, ogarnie nas krajobraz sielskiej prowincji. Środek wioski Cookham od setek lat wyznacza ta sama bryła gotyckiego kościoła. Niedaleko wypatrzyć można resztki rzymskiej drogi, w innym miejscu widać ruiny anglosaskiego opactwa. Po drugiej stronie rzeki, która zatacza tu malowniczy łuk, wysokie korony parkowych drzew znaczą granice magnackiej posiadłości. Mamy tutaj wszystko, co na typowej angielskiej wsi być powinno.
W tegorocznym rankingu najzamożniejszych gmin wiejskich Wielkiej Brytanii Cookham zajęło zaszczytne drugie miejsce, jednak to nie ekonomiczny sukces uczynił tę małą miejscowość sławną na cały świat. Tak przynajmniej uważają miłośnicy książki "O czym szumią wierzby". Jej autor, Kenneth Grahame, spędził tu lata szczęśliwego dzieciństwa.
Gdy po śmierci żony pan Grahame, ojciec Kennetha, popadł w alkoholizm, babka przyszłego pisarza wywiozła malca z ponurego Edynburga. Młody Grahame ukończył Oksford, by zaraz potem objąć intratną posadę w Banku Anglii. Przepracował tam prawie trzydzieści lat, jednak w 1908 roku niespodziewanie rzucił posadę.
Oficjalnie ze względu na stan zdrowia. Wtajemniczeni wiedzieli, że zadecydował o tym kryzys psychiczny, jakiego Kenneth Grahame doznał na skutek zamachu na jego życie. Niezrównoważony klient banku strzelił do niego kilka razy z rewolweru.
Napastnik chybił, dając literaturze angielskiej zdolnego twórcę: niedoszła ofiara uznała ten przypadek za - cytując Baudelaire’a - "oazę zgrozy na pustyni nudy" i wyniosła się z Londynu do kraju dzieciństwa. Jeszcze w tym samym roku Kenneth Grahame napisał tam książkę swojego życia.
Prześwietlone popołudniowym słońcem szuwary nad Tamizą, gdzie tak przyjemnie jest pływać łódką i robić postoje na pikniki, są teatrem opowieści, która - obok utworów braci Grimm i Andersena - przeszła do światowej klasyki baśni. Przygodami Krecika, Szczurka, Borsuka, Wydry i Pana Ropucha zaczytywało się kilka pokoleń dzieci, nie licząc setek tysięcy dorosłych.
Dom dzieciństwa Grahame’a znajduje się kilka kilometrów za Cookham. Od doliny Tamizy oddziela go skarpa porośnięta gęstym zagajnikiem. Las Quarry - bo takie dumne miano nosi ów skrawek zieleni - to właśnie "Dziki Las", w którym toczy się spora część książkowej opowieści.
Pierwsze wydanie "O czym szumią wierzby" ozdobił ilustracjami Ernest Howard Shepard, ten sam rysownik, który później ilustrował "Kubusia Puchatka". Zresztą sam Alan Alexander Milne, autor "Kubusia", wzorował się na klimacie książki Grahame’a, a w jego książkach występują postacie znane z opowieści poprzednika.
"O czym szumią wierzby" to świetny przykład literatury bukolicznej. Kenneth Grahame, podobnie jak Walter Scott, był wrażliwy na piękno krajobrazu, jednak w odróżnieniu od swego szkockiego rodaka nie kojarzył tego krajobrazu ani z pełnymi upiorów ruinami zamków, ani z krwawymi pobojowiskami średniowiecza. Nad cały ten sztafaż romantycznej przeszłości, pobudzający emocje ludzi epoki, przedłożył Grahame ulotny urok "krainy łagodności". Określenie to jak ulał pasuje do klimatu okolic położonych nad środkową Tamizą, które od wieków nie zaznały dramatu wojny, wybuchu zbiorowego szaleństwa czy gniewu lokalnego tyrana.
Jedno tylko może tutaj przeszkadzać: wszechobecne barierki i murki. To nie Polska, gdzie - jak pisał wieszcz - "żaden wał, płot żaden nogi nie utrudza". Rozparcelowany i rozgrodzony prawie bez reszty krajobraz wiejskiej Anglii zapewne zawiedzie tego, kto na wakacjach ceni sobie nieograniczoną swobodę.
Kto jednak woli oznakowane drogi, ten może liczyć na wiele atrakcji. Na zachód od okolic, w których toczą się przygody Krecika i Ropucha, zaczyna się Ridgeway National Trail - najbardziej niesamowity szlak turystyczny Europy.
Wiedzie on na zachód stromą krawędzią bezleśnych wzgórz, z której, gdy tylko jest pogoda, roztaczają się wspaniałe widoki. Choć jesteśmy w środku gęsto zaludnionej Anglii, nie widać tu prawie osiedli - zostały na dole. Tu i ówdzie na widocznym z daleka szczycie ludzkie ręce usypały imponujący wał prehistorycznego grodziska. Obiekty te mają po kilka tysięcy lat, podobnie jak megality z pobliskiego Avebury i leżącego nieco dalej od szlaku Stonehenge.
Niesamowitość wędrówki po pustych przestrzeniach Ridgeway National Trail nie polega jednak na tym, co daje się zobaczyć. Bardziej liczy się to, co możemy sobie wyobrazić na tej sprzyjającej fantastycznym marzeniom drodze. Dość powiedzieć, że trzy czwarte opowieści o kosmitach, niesamowitych stworach czy przypadkach ucieczki w inny wymiar - za jakimi przepadają Anglicy - dzieje się właśnie tutaj.
Fantazję tę wyzwala być może widok prastarych kurhanów i wiekowych megalitów. Wolno jednak przypuszczać, że w kraju, gdzie najlepiej udają się wycieczki łódką po Tamizie i pikniki na nadbrzeżnych łąkach, tak właśnie przejawia się naturalna ludzka tęsknota za tym, co dziwne, tajemnicze i niepoddające się osądowi trzeźwego rozumu.
W sprywatyzowanej, podzielonej na ogrodzone działki zachodniej Anglii owa tęsknota przejawia się dzisiaj w manii tworzenia kręgów zbożowych.
Na zachodnim krańcu Ridgeway National Trail, tam gdzie wyżyna opada stromo ku Kanałowi Bristolskiemu, dziesiątki dziwaków przybywających tu regularnie z Londynu albo Liverpoolu wydeptują latem zboże na okolicznych polach. Pod kierunkiem osobliwych "architektów zieleni" tworzą w ten sposób misterne, skomplikowane wzory geometryczne. Mało to już ma wspólnego z wiarą w kosmitów - jest to raczej specyficzna odmiana ulotnej sztuki, widocznej tylko z samolotu lub balonu. A i to jedynie do najbliższych żniw.
@RY1@i02/2011/083/i02.2011.083.196.0007.001.jpg@RY2@
FOT.: TVN
Terry Jones jako Pan Ropuch w filmie własnej reżyserii
Jacek Borkowicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu