Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Polska nigdy niespełniona

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Dwie biografie polskich lewicowych myślicieli ekonomicznych - Kazimierza Kelles-Krauza i Adama Ciołkosza - to w dużej mierze historie naszych straconych szans

Książki ekonomiczne karmią się zazwyczaj tym, co jest dziś i co stanie się jutro. Warto jednak czasem sięgnąć również do wczoraj. Konkretnych rozwiązań stamtąd oczywiście nie skopiujemy, ale jest coś kojącego w obserwowaniu, jak kolejne pokolenia głowią się nad podstawowym wyzwaniem makroekonomii: pogodzeniem naturalnej ludzkiej skłonności do bogacenia i akumulacji zasobów z elementarnymi wymogami spokoju społecznego i sprawnie funkcjonującą gospodarką narodową.

Szczególnie ciekawym momentem jest w tym wypadku przełom wieków XIX i XX oraz pierwsza połowa ubiegłego stulecia, gdy w Europie wykuwało się oblicze współczesnego kapitalizmu i państw narodowych. Dwie wydane właśnie przez Krytykę Polityczną biografie ważnych - choć nieco zapomnianych - polskich myślicieli polityczno-ekonomicznych tamtego okresu, Kazimierza Kelles-Krauza i Adama Ciołkosza, stanowią szansę na pobudzającą intelektualnie wyprawę do źródeł współczesnego polskiego myślenia o państwie i gospodarce.

Zacznijmy od tego lepszego portretu, którego bohaterem jest Kazimierz Kelles-Krauz (1872 - 1905). Autor książki, renomowany historyk z Yale Tymothy Snyder (którego trudno oskarżyć o polską megalomanię) dowodzi, że gdyby Kelles-Krauz nie umarł w wieku 35 lat, mógłby dziś być wymieniany w jednym szeregu z ojcami założycielami współczesnego myślenia o gospodarce - Maxem Weberem czy Emilem Durkheimem. Mało tego, Kelles-Krauz, potomek zubożałej inflanckiej szlachty, był od nich dużo bardziej wszechstronny. Pod koniec XIX stulecia urósł nie tylko do roli wschodzącej gwiazdy paryskiego światka akademickiego i autora spójnej analizy wyjaśniającej, dlaczego Europę czeka nieuchronne starcie socjalizmu z nacjonalizmem. Charyzmatyczny radomianin miał też zadatki na przyszłego lidera najważniejszego ugrupowania rodzimej lewicy pod zaborami, czyli Polskiej Partii Socjalistycznej. Szanował go przyszły ojciec polskiej niepodległości, a wówczas czołowy lider PPS Józef Piłsudski. Popularności zazdrościła mu z kolei pochodząca z Zamościa polska komunistka Róża Luksemburg. Niestety, przedwczesna śmierć Kelles-Krauza w roku 1905 przerwała tę szybko rozwijającą się karierę.

Wartość książki Snydera leży jednak nie tylko w sugestywnym żywym portrecie intelektualisty, ale również w rzuceniu jego życia na szersze tło. Snyder pokazuje przyczyny, dla których na ówczesnych ziemiach polskich tak wielu młodych inteligentów z patriotycznych, nierzadko ziemiańskich domów sympatyzowało z socjalizmem. Dowodzi, że wielu widziało w ideach sprawiedliwszego porządku społecznego jedyną drogę do wciągnięcia w walkę z zaborcą coraz liczniejszych rzesz robotniczych, bez których nie mogło być niepodległej Polski. Widzimy też u Snydera obraz spustoszenia, jakie wyrządziła naszemu społeczeństwu polityka zaborców - zaczynamy rozumieć, jaka mogłaby być Polska, gdyby nie katastrofa zaborów.

Książka o Adamie Ciołkoszu jest już, niestety, słabsza. Jej autor - znany historyk Andrzej Friszke - zbyt często stara się, by jego praca zadowoliła pod względem formalnym przede wszystkim kolegów z branży. Czytelnik pozostaje na drugim miejscu. Mniej niż u Snydera szerszego tła, uogólnień i anegdot, dzięki którym postać historyczna przestaje być tylko papierowym herosem. Niemniej i tutaj mamy dużo dobrych momentów. Bo Ciołkosz (1901 - 1978) to też kawał polskiej historii: parlamentarzysta II RP w latach 20., więzień Brześcia i krytyk sanacji, a potem kluczowa postać rządu emigracyjnego w Londynie. Widać w Ciołkoszu wszystkie słabości ówczesnej polskiej lewicy, która nie potrafiła stworzyć wiarygodnego planu przeciwdziałania skutkom wielkiego kryzysu ekonomicznego lat 30., gdy produkcja przemysłowa młodego polskiego państwa spadła o połowę, a liczba bezrobotnych poszybowała w kierunku miliona. Ale prócz słabości widać też wielką siłę charakteru ówczesnych umiarkowanych lewicowców - w tym Ciołkosza - którzy mimo ostrej presji ze strony zafascynowanej Hitlerem i Mussolinim prawicy potrafili zachować wiarę w pełną niedoskonałości demokrację. Z drugiej strony Friszke przekonuje, że ówczesna PPS uczyła się na błędach sowieckiego komunizmu, na które zamykało wówczas oczy wielu liderów zachodnioeuropejskiej lewicy. Biografia Ciołkosza niesie jednocześnie smutną konstatację: międzywojenna Polska miała kadry intelektualne gotowe stworzyć rozsądną propaństwową lewicę - gdyby nie dramat wojenny mogłyby odegrać kluczową rolę w rozwoju dobrobytu, klasy średniej i spokoju społecznego. Tak jak to miało miejsce po 1945 roku po drugiej stronie żelaznej kurtyny.

@RY1@i02/2011/083/i02.2011.083.196.039a.001.jpg@RY2@

Adam Ciołkosz

@RY1@i02/2011/083/i02.2011.083.196.039a.002.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/083/i02.2011.083.196.039a.003.jpg@RY2@

Rafał Woś

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.