Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

W duchu klasyki

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Carlos Ruiz Zafón jest znany z tego, że potrafi zamieniać słowa w złoto - niemal dosłownie. Sława producenta bestsellerów każe spojrzeć na jego twórczość z pewną podejrzliwością. Ale bez obaw: Hiszpan to po prostu uzdolniony rzemieślnik, a jego książki generalnie nadają się do czytania.

Zanim Zafón został jednym z najpopularniejszych europejskich pisarzy, tworzył niezłą literaturę młodzieżową, co po części wyjaśnia tajemnicę jego sukcesu - pisanie dla młodszych czytelników to idealne warsztatowe pole ćwiczebne, na którym trzeba się umiejętnie poruszać między oryginalnością a konformizmem. W przypadku "Cienia wiatru", swojego największego hitu, Zafón niczego właściwie nie zmienił w sposobie snucia opowieści: on tylko podniósł kategorię wiekową.

Po "Księciu Mgły" dostajemy właśnie "Pałac Północy", drugą z kolei książkę hiszpańskiego prozaika, opublikowaną oryginalnie w 1994 roku. Podobnie jak debiut, to powieść przeznaczona dla nastolatków - wystarczająco okrutna, by nie mogły czytać jej młodsze dzieci, i wystarczająco naiwna, by starszy odbiorca raczej odłożył ją na półkę.

Oto jesteśmy w (bardzo umownej) indyjskiej Kalkucie, w roku 1932 - w sierocińcu St. Patricks prowadzonym przez angielskiego dżentelmena, pana Cartera, dożywa swych dni tajne stowarzyszenie zwane Chowbar Society: jego siedmioro członków zbliża się do 16. urodzin i tym samym do momentu, w którym będą musieli opuścić przybytek, w którym się wychowali. Młodzi ludzie nie wiedzą jeszcze, że przed rozwiązaniem klubu czeka ich zadanie tyleż trudne, co złowieszcze: wyjaśnienie tajemnicy tożsamości jednego z nich, impulsywnego i błyskotliwego Bena. W cieniu tej tajemnicy kryje się tragiczna historia pewnego ambitnego hinduskiego inżyniera, wielki pożar świeżo wybudowanego kalkuckiego dworca kolejowego, fatum wiszące nad cudem ocalonymi bliźniętami, wreszcie - dzieje zemsty, dla której śmierć nie stanowi żadnej przeszkody...

Zafón pisze absolutnie klasycznie: ta książka mogłaby powstać równie dobrze sto lat wcześniej - nie byłoby w niej wówczas jedynie nielicznych uwag o rozliczeniu z kolonializmem. Ale ten literacki konserwatyzm nie boli, a wręcz przeciwnie - może właśnie ze względu na tradycyjną formę baśni o gorzkim dojrzewaniu do dorosłości lektura "Pałacu Północy" sprawia sporo satysfakcji.

@RY1@i02/2011/083/i02.2011.083.196.038c.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/083/i02.2011.083.196.038c.002.jpg@RY2@

Piotr Kofta

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.