Cena zdobywania szczytów
Wyprawa, ryzyko, przyjaźń, gorzkie doświadczenie. Prastare motywy znalazły w "Siedmiu latach w Tybecie" udane zastosowanie
Dalajlama XIV, laureat Pokojowej Nagrody Nobla, i były esesman Heinrich Harrer do końca pozostali przyjaciółmi. Droga życia austriackiego himalaisty pokazuje, że najdalej zajść można właśnie wtedy, gdy podąża się na przekór własnym wyobrażeniom i ambicjom. Trzeba tylko umieć do tej wiedzy dorosnąć.
Przed śmiercią w 2006 r. był już mocno leciwym panem i nie przypominał wyglądem wysportowanego herosa z czasów młodości. W tamtej epoce Harrer stanowił przykład świetnie zapowiadającego się narciarza, a także wspinacza, który prze od sukcesu do sukcesu, zaliczając po drodze kolejne wieńce sławy. Jego największym osiągnięciem stało się zdobycie w 1938 r. północnej ściany Eigeru, góry w Alpach Szwajcarskich. Kto pamięta "Dziewicę lodów" Andersena i opisany na kartach baśni przerażający ogrom kamiennego kolosa, ten może sobie wyobrazić, co znaczyło wówczas wejście na ów szczyt nieujarzmioną dotąd ścianą śmierci.
Sportowe sukcesy Harrera szły w parze z powodzeniem w życiu osobistym. W tym samym roku, w którym zdobył Eiger od północy, ożenił się z Lottą Wegener, córką Alfreda, twórcy znanej wszystkim - przynajmniej ze słyszenia - teorii wędrówek kontynentów.
Wydawałoby się, że młodemu Heinrichowi niczego do szczęścia nie brakuje. On jednak dusił się w mieszczańskiej atmosferze przedwojennej Austrii, której ton nadawali "ludzie z równiny". Marzył o wielkości i zapewne - jak Rudi, bohater baśni Andersena - wyobrażał ją sobie na wzór niezdobytego szczytu.
To marzenie, podchwycone bez głębszej refleksji, stało się dla niego pułapką. Harrer przystał do hitlerowców, którzy bez przerwy gadali o wielkości i przeznaczeniu. Został członkiem SS i poparł wcielenie Austrii do Tysiącletniej Rzeszy. Jako wzorowy niemiecki sportowiec sfotografował się z samym Hitlerem.
W późniejszych latach himalaista przyznał, że był to młodzieńczy błąd. Całe szczęście, że w swojej krótkiej karierze hitlerowca, poza samą przynależnością do SS i NSDAP, nie uczynił nic, czego musiałby się wstydzić do końca życia.
Wojna zastała go na himalajskiej wyprawie. Internowany przez Brytyjczyków jako obywatel wrogiego państwa, spędził kilka lat w obozie w północnych Indiach. Kilka razy próbował stamtąd uciekać i wreszcie za którymś razem mu się to udało. Wespół z dawnym towarzyszem wysokogórskiej ekipy, po wielu morderczych trudach i przygodach, przedostał się przez Himalaje do Tybetu. Kraina ta była wówczas najbardziej izolowanym miejscem na ziemi. Niepodległy Tybet, rządzony przez dalajlamów, nie wpuszczał w swoje granice cudzoziemców, obu uciekinierom udało się jednak dotrzeć do Lhasy.
Harrer ocalił wolność, jednak za cenę samotności i kolejnych wyrzeczeń. W niewoli i podczas ucieczki poznał smak upokorzenia, który poskromił jego młodzieńczą dumę. W Europie zmarli jego bliscy, w dodatku ukochana Lotta, nie mogąc doczekać się powrotu męża, odeszła z innym mężczyzną. Nawet przyjaciel i towarzysz podróży znalazł domowe szczęście z piękną Tybetanką.
Dopiero wtedy, gdy wydawało się, że wszystko zawiodło, do drzwi Harrera zapukała prawdziwa przygoda: zaprosił go do siebie sam Dalajlama XIV. Jedenastoletnie wcielenie Żywego Buddy obserwowało cudzoziemca przez lunetę, umieszczoną na tarasie Potali, rezydencji dalajlamów wznoszącej się wysoko nad glinianymi domami Lhasy.
Młody dalajlama zaprzyjaźnił się z Harrerem, który uczył go wiedzy o świecie. Historię tej przyjaźni opisał Austriak w autobiograficznej książce "Siedem lat w Tybecie". Bestseller Harrera przetłumaczono na kilkadziesiąt języków. W 1997 r. na jej podstawie Jean-Jacques Annaud nakręcił film pod tym samym tytułem.
Przygoda skończyła się, kiedy w 1950 r. Tybet najechały wojska Chińskiej Republiki Ludowej. Harrer czynnie przeciwstawił się najazdowi, więc po zwycięstwie Chińczyków musiał Tybet opuścić. Pozostawił w Potali przyjaciela, który dziewięć lat później podążył jego śladem, opuszczając granice swojego kraju.
Harrer urodził się w Karyntii, kresowej krainie Austrii, która przez wieki była słowiańskim księstwem. Nawet gdy władzę przejęli tam niemieccy hrabiowie, nadal musieli oni składać przysięgę na wierność starym prawom. Składali ją po słoweńsku. Jeszcze dziś żyje w Karyntii stosunkowo liczna słoweńska mniejszość.
Podobnie jak Tybet, Karyntia zachowała przez długi czas status małego królestwa, o którym zapomniał świat. I podobnie jak Tybetańczycy, mieszkańcy małej Karyntii ulegli przeważającej sile. Ciekawe, czy zauważył to podobieństwo pewien były nazista, gdy po latach przygód i doświadczeń powrócił do ojczyzny.
@RY1@i02/2011/079/i02.2011.079.196.0007.001.jpg@RY2@
Harrer (Brad Pitt) i młody Dalajlama XIV (Jamyang Jamtsho Wangchuk)
Jacek Borkowicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu