Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Przywiązanie do brudu

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Świadectwo zmagań z cenzurą i twórczym impasem. Notatki z wyprawy na Spitsbergen oraz spotkań z Lemem, Walserem i Mrożkiem. "Dzienniki" Jana Józefa Szczepańskiego to znakomita proza

 "Czuję się niewypałem. (...) Uświadamiam sobie, że nigdy nie sprostam warunkom, które inteligentny krytyk stawia pisarzowi. Co jest moją specjalnością, moim »powołaniem«?". Te refleksje Jan Józef Szczepański zanotował krótko przed przyznaniem mu nagrody Hemingwaya za "Polską jesień" oraz przed premierą głośnego filmu Stanisława Różewicza o obrońcach gdańskiej poczty (po projekcji w Brazylii doszło do bójki między widzami polskiego i niemieckiego pochodzenia), którego był współscenarzystą. Czyli u progu wielkiej kariery oraz erupcji talentu, odmierzanych kolejnymi laurami i rosnącą pozycją w środowisku (autor "Kadencji" m.in. prezesował Związkowi Literatów Polskich i PEN-Clubowi), tłumaczeniami na języki obce, podróżami, zastrzykami gotówki.

A jednak mimo osiągnięcia pułapu prosperity ton zapisków Szczepańskiego ulega tylko nieznacznej zmianie. Drugi tom "Dzienników" pełen jest świadectw szamotaniny i zwątpienia - w artystyczną niezależność, a nawet sens życia.

Zapiski rozpoczynają się zimą 1957 roku, w czas mrozów meteorologicznych i przymrozków politycznych. Władze zaczęły wycofywać się z reform październikowej odwilży, cenzura znów zaostrzyła kontrolę, czego kuriozalnym wyrazem była przywołana przez Szczepańskiego decyzja o drakońskim obniżeniu funduszu stypendialnego dla naszych filmowców, plastyków i muzyków odnoszących sukcesy na Zachodzie. "Za dużo tych zagranicznych nagród" - uzasadniał posunięcie resortu kultury jego ówczesny szef Tadeusz Galiński.

Szczepański dusił się w ideologicznym gorsecie gomułkowskiej PRL. Opisuje starcia z cenzorami, nie chce pogodzić się z "małością, z przykrajaniem człowieczeństwa do jego minimalistycznej, społecznie i produkcyjnie funkcjonalnej koncepcji". To "sens i nakaz wielkiej twórczości" - zanotował. Echa wydarzeń politycznych pojawiają się w notatkach często, ale są tłem do rozważań egzystencjalnych i artystycznych.

Drugim tom dzienników to także świadectwo uwikłania w PRL w jej najbardziej przyziemnych aspektach - od chronicznych kłopotów z aprowizacją po degradację przestrzeni publicznej: wszechobecny brud, bałagan, chamstwo.

Szczepańskiemu udaje się z tego wyrwać. Znający języki, z wykształcenia orientalista, z zamiłowania taternik, podróżuje - do Europy, Azji, Ameryki, Afryki i na Spitsbergen. Najciekawsze są zapiski z eskapady do Francji, gdzie spotykał rzesze emigrantów, z Giedroyciem na czele, oraz z wyprawy na kongres intelektualistów na Harvardzie. Podczas podróży poznaje Devaki, która kilka lat później wyjdzie za mąż za ekonomistę Lakshmi Chanda Jaina. Między niespełna 40-letnim pisarzem a dużo młodszą indyjską ekonomistką i działaczką społeczną rodzi się przyjaźń, która na kartach dziennika przybiera formę lirycznego opowiadania o fascynacji drugą osobą, pokrewieństwie dusz, fetyszyzmie, delikatności i wierności.

Paradoksalnie podróże do lepszego świata nawracają go na polskość, nawet w wydaniu peerelowskim. "Szaro, smutno, czarne obwódki za paznokciami, pociągi spóźniają się po godzinie. Tu jest mój świat. Do niego należę" - deklaruje.

Czytelnik łasy dykteryjek znajdzie w dziennikach Szczepańskiego anegdoty i sceny z życia prywatnego Lema, Mrożka, Herberta i innych znakomitych przyjaciół autora. Ta konfesyjna proza mieni się różnymi odcieniami. "Przyszłość jest tylko jedna: starość i śmierć. (...) Człowiek chce nieśmiertelności. To jest jedyna nadzieja i rekompensata. Ale ta nieśmiertelność musiałaby być zupełnie oddzielona od życia, zupełnie samowystarczalna w doskonałości swego światła i spokoju, aby mogła konkurować z jedyną drugą możliwością wynagrodzenia za życie, za pułapkę fałszywych nadziei, jaką jest życie - czyli z nicością". Pesymistyczna diagnoza, ale jednak podszyta nadzieją.

@RY1@i02/2011/069/i02.2011.069.196.0035.001.jpg@RY2@

Cezary Polak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.