Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Korea w oparach absurdu

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Chór koreańskich dziewcząt w polskich strojach ludowych śpiewa "Kukułeczkę". Tak Kim Ir Sen witał Wojciecha Jaruzelskiego

TVP Kultura w ramach cyklu "Korea Północna: za żelazną kurtyną" pokaże filmy dokumentalne i arcyciekawe archiwalia. Jak materiały z wizyty, jaką generał Jaruzelski złożył w Korei w 1986 roku. Ceremonia, która odbyła się na jego cześć na stadionie w Phenianie, może przyprawić zarówno o atak śmiechu, jak i dreszcz grozy. Przed oczami komunistycznego przywódcy rozegrał się bowiem niebywały spektakl: setki karnych Koreańczyków w wymyślnych układach choreograficznych układało się we wzory na płycie stadionu (sierp i młot pojawiły się jako element obowiązkowej ornamentyki, ale był i gołąbek pokoju, i okolicznościowy kosz z kwiatami). Chór śpiewał socjalistyczne pieśni koreańskie oraz polskie hity, takie jak "Kukułeczka" i "Serce w plecaku", zaś na wielkim ekranie wyświetlano hasła o wiecznej przyjaźni koreańsko-polskiej.

Mniej zabawne oblicze reżimu, który utrzymuje się po dziś dzień, poznamy, oglądając słynne i wielokrotnie nagradzane dokumenty Andrzeja Fidyka: "Defiladę" i "Yodok stories". Pierwszy został zrealizowany w trakcie obchodów 40-lecia Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej, drugi zaś jest rodzajem niezwykłego eksperymentu, do którego reżyser namówił byłych więźniów północnokoreańskiego obozu koncentracyjnego Yodok.

W programie cyklu znalazły się również propagandowe filmy z bratniej republiki socjalistycznej kręcone przez polskich filmowców w latach 60. "Zapiski z kraju Czhollima" oraz "W kraju porannej świeżości" z fascynującym przemówieniem Zenona Kliszki to niepowtarzalna (miejmy nadzieję) możliwość zanurzenia się w mentalność i stylistykę epoki socjalizmu.

Kontrapunktem dla oficjalnej nowomowy jest dokumentalny obraz "Kim Ki Dok" w reżyserii Jolanty Krysowatej. Autorka przedstawiła w nim mało znany epizod bratniej współpracy między polskim a koreańskim demoludem w walce z amerykańskim imperializmem: na początku lat 50. Polska przyjęła blisko 2 tysiące koreańskich sierot wojennych, dla których utworzono specjalne domy dziecka. Krysowata dotarła z kamerą do pracowników ośrodka w Płaczowie, opisanego przez Mariana Brandysa w propagandowo-krzepiącym dziele "Dom odzyskanego dzieciństwa". Obraz, jaki wyłania się z jej filmu, jest nieco mniej cukierkowy. Relacje nauczycieli, wychowawców czy kucharek z sierocińca, choć wolne od historyczno-politycznego komentarza, układają się w portret totalitarnej opresji. Łzy starszych ludzi, którzy po pół wieku wzruszają się, wspominając swoich małych wychowanków, z którymi zakazano im dalszych kontaktów po powrocie do Korei, przypominają, że wszyscy byliśmy tylko igraszką w rękach rządzącej ideologii. U nas przynajmniej można nakręcić o tym film.

@RY1@i02/2011/069/i02.2011.069.196.005a.001.jpg@RY2@

Katarzyna Nowakowska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.