Sprint do kapitalizmu
Wystawa poświęcona rzeźbie "Sztafeta" Adama Romana w Centrum Olimpijskim - losy tego monumentu to metafora dziejów powojennej Polski
Pretekstem do wernisażu była akcja społeczników, którzy próbują zdobyć fundusze na wykonanie odlewu rzeźby w brązie. Jeśli batalia zosatnie zakończona sukcesem, będzie to premiera "Sztafety" w jej oryginalnym, zaplanowanym przez artystę kształcie, a zarazem finał jej powikłanych losów, w których jak w soczewce przegląda się nasza narodowa historia ostatnich siedmiu dekad.
Zaczęło się od przypadku. Adam Roman (rocznik 1912), świeżo upieczony absolwent oraz pracownik wydziału rzeźby warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, pracował nad rzeźbą o tematyce sportowej, która miała stanąć w parku kultury na Powiślu. Młody artysta nie dysponował wtedy własną pracownią i korzystał z gościnności wydziału architektury Politechniki Warszawskiej. Tam gipsową makietą monumentu zachwycił się Jerzy Hryniewiecki, główny projektant budowanego właśnie Stadionu Dziesięciolecia. Wybitny architekt załatwił w urzędach zmianę lokalizacji i rzeźba stanęła na cokole koło głównej alei prowadzącej do obiektu. Stadion zbudowano w stachanowskim tempie jedenastu miesięcy, oddano do użytku z okazji rozpoczynającego się w Warszawie Światowego Zlotu Młodzieży, w dzień święta państwowego 22 lipca 1955 roku. Usypany z gruzów popowstaniowej stolicy obiekt przy alei Zielenieckiej miał być socjalistyczną propagandówką w formie i w treści. Architektom, Hryniewieckiemu oraz Markowi Leykamowi i Czesławowi Rajewskiemu, udało się jednak przechytrzyć władze - nie licząc kamiennego godła z orłem bez korony na trybunie dla oficjeli, stadion pozbawiony jest socrealistycznej emblematyki. W taki sposób na Pradze-Południe powstał obiekt o nowoczesnej architekturze będący w owym czasie jedną z największych i najpiękniejszych ziemnych aren sportowych na świecie.
"Sztafeta" też nie miała nic wspólnego z socrealistycznym formalizmem i zapewne to spowodowało, że Jerzy Hryniewiecki zdecydował się dopełnić dziełem Adama Romana sportową architekturę. Rzeźbiąc postacie trzech biegaczy, artysta wzorował się nie na wizerunkach sowieckich kołchoźników, lecz kompozycji "Marsylianki" Francois Rude’a z paryskiego Łuku Triumfalnego, postaciami z greckich waz i twórczością Edwarda Wittiga. Szukał inspiracji w klasycyzmie, a nie w socrealu. Rzeźba Romana jest niemimetycznym studium ruchu ludzkiego ciała. Artysta zawetował bowiem prawa tektoniki i wpisał w rzeźbę błąd: układ ręki i nogi jednej z postaci jest nieprawdziwy, człowiek w rzeczywistości biega inaczej. Ta aberracja dodawała "Sztafecie" dynamiki, a w aspekcie formalnym była polemiką z realizmem socrealistycznym. Publiczność przeniosła recepcję dzieła w wymiar polityczny.
Ponieważ postacie na cokole biegną w kierunku zachodnim, uznano, że "Sztafeta" wyraża aspiracje wolnościowe i preferencje światopoglądowe Polaków, zaś betonowych sprinterów ochrzczono mianem "Uciekających na Zachód".
Rzeźba podzieliła też los stadionu, którego projekt nie został dokończony - nie zbudowano zaplanowanego zaplecza, potem nie prowadzono na terenie obiektu prac konserwatorskich i modernizacyjnych, wreszcie całkowicie wynaturzono ideę projektantów, zamieniając go w gigantyczne targowisko.
Pierwotnie "Sztafeta" miała być wykonana z brązu, ale skończyło się na odlewie z cementu. Zabrakło pieniędzy i dobrej woli władz, które po zakończeniu globalnego zlotu młodzieży przestały interesować się rzeźbą. Renowacji obelisk doczekał się dopiero z okazji budowy Stadionu Narodowego. Ciągle nie wiadomo, czy kibice, którzy przyjadą na mecze w ramach Euro 2012, będą podziwiali sprinterów z betonu, czy z bardziej szlachetnego i trwałego tworzywa.
Wystawa dokumentuje kolejne etapy pracy nad rzeźbą. Część zgromadzonych zdjęć to varsavianistyczne rarytasy - widać na nich Kamionek, Saską Kępę, Grochów i Pragę w latach 50. XX wieku oraz budowę stadionu. Centrum Olimpijskie warto odwiedzić także dla innych wystaw: w gmachu zaprojektowanym przez pracownię Bogdana Kulczyńskiego mieści się Muzeum Sportu, jest tu także restauracja. Futurystyczny obiekt przy Wybrzeżu Gdyńskim na szczęście nie podzielił losu innych biurowców, w których wieczorem i w weekendy zamiera życie.
@RY1@i02/2011/049/i02.2011.049.196.0042.001.jpg@RY2@
Cezary Polak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu