Mesjasz w PRL-owskim bloku
Stefan Chwin przyzwyczaił nas, że w swojej prozie z benedyktyńską dokładnością rekonstruuje realia epoki, o której pisze. Autor "Hanemanna" to szczególarz, ważne są dla niego tło i klimat faktów historycznych - od kawiarnianych zapachów po rodzaj tkanin, z których wykonane są damskie suknie i wydawane przez nie szelesty. Dlatego lektura "Panny Ferbelin" może zdezorientować. Rzecz rozgrywa się na początku XX wieku w pruskim Gdańsku, ale w narrację wplecione są fakty, które sygnalizują inne realia. Pojawia się m.in. ośmiornica przepowiadająca niczym słynna wieszczka wyniki meczów podczas ostatnich mistrzostw świata w piłce nożnej, budynek przypominający monstrualny PRL-owski blok falowiec czy brama udekorowana przez stoczniowców kwiatami i świętym obrazem tak jak podczas solidarnościowego zrywu w sierpniu 1980 roku.
Autorowi chodzi o zasygnalizowanie ponadczasowości opisywanych wydarzeń. Rzeczywistość "Panny Ferbelin" rozgrywa się w wiecznym teraz. W ogarniętym kryzysem gospodarczym Gdańsku pojawia się tajemniczy przybysz zwany Nauczycielem z Neustadt albo Mistrzem, który głosi Dobrą Nowinę i uzdrawia chorych. Z kaznodzieją płomienny romans przeżywa tytułowa bohaterka Maria, córka stolarza, który zdobywa lukratywny kontrakt państwowy na wykonanie kilku krzyży. Symbole ustawione na górującym nad miastem wzgórzu będą pełnić rolę straszaka dla łamiących prawo. Wkrótce na jednym z nich ma zawisnąć Nauczyciel. Po krwawym zamachu bombowym na dworcu kolejowym władze chcą z walczącego o prawa pracownicze idealisty zrobić kozła ofiarnego. Zakochana kobieta wciela w życie misterny plan, który ma ocalić oblubieńca.
Sensacyjna intryga jest dla Chwina pretekstem do rozważań o problemach, których natura nie zmieniła się od dwóch tysięcy lat. Gdański pisarz dotyka kwestii władzy i oporu wobec niej, co znajduje wyraz w rozmowach Mistrza oraz Marii z prokuratorem Hammelesem. Chwin przyznaje rację obu stronom, nie rozstrzyga jednoznacznie sporu między władzą gotową bezwzględnie bronić porządku a kolporterami nadziei bez szans na jej realizację.
"Panna Federlin" to opowieść o fetyszyzowaniu roli państwa, które roztacza przed jednostkami ochronny parawan, pozwalający wygłuszyć egzystencjalną pustkę, a zarazem wywołuje strach przed jego stratą - degradacją w hierarchii stanowisk, utratą pracy i pozycji społecznej. Powieściowy Mistrz ostatecznie wymknie się oprawcom, ale skończy inaczej niż jego biblijny pierwowzór. Nie zbawi świata, bo ten ciągle nie jest gotów na przyjęcie Dobrej Nowiny. Teza mało odkrywcza, ale Chwin potrafi opowiadać.
@RY1@i02/2011/044/i02.2011.044.196.036b.001.jpg@RY2@
Cezary Polak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu