W pułapce świętości
Cuda należą do kategorii zjawisk, których po prostu nie bierze się pod uwagę - przynajmniej w odniesieniu do własnego życia. Bezimienny narrator "Masakry profana", debiutanckiej powieści Jarosława Stawireja, też zapewne wychodził z tego założenia, gdy objawiła mu się Matka Boska i oświadczyła, że oto jest on wybrańcem. Cyniczny karierowicz, ateista, pusty jak wydmuszka "brand manager dużej międzynarodowej korporacji" bożym posłańcem? A i owszem.
Dar okazuje się koszmarnym ciężarem, którego nie sposób się pozbyć. Bohater powieści traci pracę, gdy zaczyna spektakularnie krwawić ze stygmatów podczas prestiżowej prezentacji. Nie pomagają mu próba samobójcza, wizyta w kościele (święty zostaje odwieziony do psychiatryka, bo wierni nie są zanadto zainteresowani ezoteryką) ani radykalny zwrot w stronę pustelnictwa i konsumpcji chrabąszczy. Jezus Chrystus zamierza wyegzekwować od niego zleconą misję, choć Maryja uważa wybrańca raczej za palanta.
"Masakra profana" to rzadki w naszej literaturze przykład udanej humoreski łączącej satyrę obyczajową z powiastką filozoficzną. W tle tej groteskowej historii przemyka się Wolter na spółkę z "Żywotem Briana" Monty Pythona. Stawirej umie posługiwać się niewybrednym dowcipem, ale nie odczuwa - na szczęście - potrzeby, żeby iść na łatwiznę, kopiąc tych, którzy i tak już leżą. Trudno nawet uznać tę książkę za prowokację - z "Masakry profana" przebija zwykły strach przed fanatyzmem (zarówno przed fanatyzmem wiary, jak i fanatyzmem skrajnego relatywizmu czasów późnej nowoczesności, dodajmy) i tęsknota za spokojnym mieszczańskim życiem, otwarcie pozbawionym sensu i misji. Zadziwiająco budująca i zabawna to lektura.
@RY1@i02/2011/034/i02.2011.034.196.036c.001.jpg@RY2@
Piotr Kofta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu