Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Do tańca i do strzelania

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Niepozorny blondynek o łobuzerskim wyrazie twarzy - tak mógłby wyglądać Harry Potter, gdyby Jamie Bell wygrał w konkurencji z Danielem Radcliffem. Okazało się, że na ekranie lepiej tańczy, niż czaruje. Choć zdarza mu się poflirtować z bronią

Urodzonego w 1986 roku Bella szkolni koledzy nazywali pogardliwie "chłopcem baletnicą" i "Jamiem w trykocie". Rzeczywiście, gdy jego rówieśnicy kopali piłkę, młody Bell spędzał czas przed lustrem i przy drążku. Przyszedł na świat w rodzinie zawodowych tancerzy. Szkołę baletową skończyły jego babka, matka, siostra i ciotka. Sam zaczął tańczyć jako sześciolatek, podpatrując ćwiczenia starszej siostry Catherine. Któregoś dnia i jego zaproszono na salę. Tak zaczęła się taneczna kariera.

"Balet to ciężki kawałek chleba. Osiągnięcie pewnego poziomu wymaga ogromnego wysiłku. Wszystkie kroki musisz mieć w małym palcu, bo tego wymagają od ciebie, kiedy zdajesz niekończące się egzaminy" - wspominał Jamie po latach. Mordercza praca przyniosła efekty, choć zawiodła go nie tyle na deski światowych teatrów, co na plan filmowy.

Przełomowy dla młodego Bella okazał się początek ubiegłej dekady. Reżyser Stephen Daldry szukał właśnie odtwórcy głównej roli w filmie "Billy Elliot" i miał bardzo rygorystyczne wymagania. Od idealnego kandydata oczekiwał znakomitej gry, doskonałych umiejętności tanecznych, a w dodatku poprawnego północnoangielskiego akcentu. 14-letni Jamie, który dziś żartobliwie nazywa siebie "Eminemem z południowo-wschodniej Anglii", nadał się znakomicie, pokonując 2 tysiące konkurentów.

Rola utalentowanego chłopca z górniczego miasteczka, który wbrew rodzinie dąży do kariery w balecie, zdawała się stworzona dla niego. Tak jak bohater filmu Jamie nie tylko wiedział, czym jest codzienna praca tancerza, ale też za wszelką cenę chciał obalić stereotyp, wedle którego balet to domena zniewieściałych lalusiów. Filmowy debiut otworzył mu drogę do międzynarodowego sukcesu. Film zyskał kilka nominacji do Oscara i Złotych Globów, a nastoletni Bell otrzymał nagrodę BAFTA dla najlepszego aktora pierwszoplanowego.

"To tylko nagroda, choć bardzo ważna. Nie byłoby dobrze popaść w samouwielbienie" - mówił jako świeżo upieczony laureat prestiżowego brytyjskiego wyróżnienia. W rzeczywistości nastoletni Bell okazał się nad wiek rozsądny. W wywiadach mówił, że woda sodowa nie uderzyła mu do głowy, bo mógł liczyć na mądrych ludzi wokół siebie. A on miał bardzo sprecyzowane plany na przyszłość. Przede wszystkim chciał się rozwijać. I postanowił nie brać więcej ról, które wiązałyby się z tańcem.

25-letni aktor w swoim dorobku ma dziś kilkanaście filmów. Zagrał m.in. w remakeu "King Konga" Petera Jacksona, "Oporze" Edwarda Zwicka, "Mrocznym dziedzictwie" Davida Gordona Grena i "Sztandarze chwały" Clinta Eastwooda. "Gdy zaglądam w swoje portfolio i widzę nazwiska tych wszystkich wybitnych reżyserów, czuję się dumny z siebie i z ludzi, którzy pomogli mi dostać rolę" - mówi dziennikarzom.

Po raz kolejny Jamie Bell zyskał uznanie krytyki, wcielając się w postać Dicka Dandeliona w filmie "Moja droga Wendy" Thomasa Vinterberga według scenariusza Larsa von Triera. To przewrotna historia młodego pacyfisty, który pewnego dnia wchodzi w posiadanie broni. Grany przez Bella 18-latek pistoletowi nadaje pieszczotliwe imię Wendy, a w rodzinnym miasteczku zakłada tajemnicze stowarzyszenie wielbicieli broni. Film, który początkowo miał zrealizować sam von Trier, to cierpka satyra na amerykańskie umiłowanie wolności. Utalentowany Brytyjczyk doskonale poradził sobie z rolą nastolatka z amerykańskiej prowincji, a krytycy przyznali, że jego kreacja aktorska to jeden z najmocniejszych atutów filmu. Zaraz obok genialnej ścieżki dźwiękowej z nieco zapomnianymi piosenkami zespołu z lat 60. The Zombies.

Jamie Bell chętnie sprawdza się w nowych rolach i konwencjach. Aktor świeżo wcielił się w postać Tintina w ekranizacji kultowego komiksu Georgesa "Hergea" Remiego. A na ekranie więcej nie zatańczy. No chyba że na planie "Moulin Rouge 2".

@RY1@i02/2011/029/i02.2011.029.196.0003.001.jpg@RY2@

Malwina Wapińska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.