Kolaboracja w imię sprawiedliwości
Wroński zaskakuje, wciąż eksperymentując w ramach ograniczonej, zdawałoby się, formuły retrokryminału. Pierwsza powieść z serii o lubelskim komisarzu Zygmuncie Maciejewskim, "Morderstwo pod cenzurą", była rasową powieścią noir w starym amerykańskim stylu. Druga, "Kino Wenus", momentami ocierała się o farsę. Trzecia, "A na imię jej będzie Aniela", to rzecz mroczna i pesymistyczna - jeśli szukać odniesień, to raczej u Jamesa Ellroya niż Raymonda Chandlera. A w dodatku autor bez pardonu wchodzi na terytorium zastrzeżone dotąd dla narodowowyzwoleńczej mitologii - i umieszcza akcję w czasie okupacji, podejmując temat konspiracji, kolaboracji i Holocaustu.
Mamy początek września 1938 roku - Maciejewski staje w obliczu zbrodni, która odmieni mu życie i stanie się jego obsesją: w jednej z lubelskich kamienic ktoś zabija młodą kobietę, okoliczności wskazują na tło seksualne, brak natomiast świadków i łatwych do interpretacji śladów. Sprawa jest praktycznie nie do wyjaśnienia. Komisarz przeczuwa jednak, że to początek serii. I owszem, dokładnie rok później, w czasie bombardowania miasta, morderstwo powtarza się według tego samego schematu. A dziewczyna, tak jak poprzednia, ma na imię Aniela...
Maciejewski uznaje wyjaśnienie tej zagadki za sprawę honorową. Po zajęciu miasta przez Niemców wstępuje w szeregi nazistowskiej policji kryminalnej, zyskując miano kolaboranta, tylko po to, by móc dalej prowadzić śledztwo. W krwawym wojennym chaosie i w świecie nowych, aryjskich reguł będzie obsesyjnie, za wszelką cenę poszukiwał sprawiedliwości.
"A na imię jej będzie Aniela" to powieść wielowarstwowa, przemyślana, budząca grozę. Nie pisano tak jeszcze w polskiej literaturze popularnej o czasach okupacji.
@RY1@i02/2011/029/i02.2011.029.196.036b.001.jpg@RY2@
Piotr Kofta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu