Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

pozostałe premiery kinowe

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Ekipa nurków badająca jaskinie u wybrzeży Nowej Gwinei na skutek niszczycielskiego działania tropikalnego sztormu zostaje uwięziona pod wodą. Dowodzona przez Franka McGuirea grupa musi znaleźć drogę wyjścia, zanim skończą się zapasy tlenu.

Streszczenie brzmi tak mało emocjonująco, jak to tylko możliwe, ale niestety pokaz prasowy "Sanctum" odbył się już po zamknięciu tego wydania "Kultury". Amerykański dystrybutor porównuje film Alistera Griersona do "Avatara" (co akurat dla mnie rekomendacją jest słabą), choć pewnie głównie dzięki użyciu tej samej technologii, jaką stosował James Cameron przy realizacji swojego hitu. Cameron jest zresztą jednym z producentów "Sanctum" i akurat ten reżyser wie, jak korzystać z techniki trójwymiarowej, kręcąc zdjęcia podwodne - wystarczy przypomnieć sobie dokumenty "Głosy z głębin" i "Obcy z głębin". Ale raczej wielkich nadziei na udane kino robić sobie nie należy.

@RY1@i02/2011/024/i02.2011.024.196.026b.001.jpg@RY2@

Kolejna powtórka z inwazji obcych na Ziemię. Tym razem zaczyna się od Los Angeles, dokąd Jarrod i jego ciężarna dziewczyna Elaine przyjeżdżają na urodziny swojego kumpla. Dobry nastrój psują statki kosmicze wiszące nad miastem. Przybysze - przypominający hybrydę lovecraftowskich potworów i maszyn z "Matriksa" - nie mają przyjaznych zamiarów. Ludzie nie są nawet ich wrogami, jedynie łatwo dostępną paszą. Jarrod, Elaine i garstka ich znajomych cudem uchodzą śmierci, ale ich koszmar dopiero wtedy się zaczyna.

Bracia Strause, twórcy "Skyline", to uznani specjaliści od efektów specjalnych i to w filmie widać. Mimo skromnego budżetu udało im się zrobić film efektowny. Co prawda głupi niczym "Dzień Niepodległości" , ale przynajmniej znacznie bardziej emocjonujący. Kosmici ze "Skyline" są siłą niszczącą, przerażającą i nie wystarczyłoby wsadzić Willa Smitha do samolotu, żeby ich pokonać.

JAKUB DEMIAŃCZUK

@RY1@i02/2011/024/i02.2011.024.196.026b.002.jpg@RY2@

Nowy film Andrzeja Saramonowicza wchodzi do kin po cichu - na pokaz prasowy zaproszono tylko patronów medialnych. Nie jest to nowa strategia unikania niepochlebnych recenzji i dziwnym trafem stosowana jest głównie w przypadku szczególnie wybitnych dzieł rodzimej kinematografii. A tak liczyłam na jakieś pozytywne rozczarowanie!

Niestety chyba nie będzie mi dane, bo zarys fabuły "Jak się pozbyć cellulitu" oraz oficjalny trailer filmu nie pozwalają jednak rościć sobie zbyt wielkich nadziei. Oto trzy bohaterki - dwie przyjaciółki szukające wytchnienia od codzienności i facetów w luksusowym spa oraz poznana na miejscu masażystka - wikłają się w niebezpieczna intrygę z trupem w tle. Wysiłki, by pozbyć się ciała, ujść cało i zachować przyjaźń, stanowią centralną oś fabuły - czyli "Lejdis" i "Ciało" w jednym. Nie ma to jak sięgnąć do własnej przebogatej twórczości.

KN

@RY1@i02/2011/024/i02.2011.024.196.026b.003.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.