Dziewczyna, która miała nosa
"Tamara i mężczyźni" zaskakuje. Z jednej strony komediowymi talentami Gemmy Arterton i Dominika Coopera, z drugiej - ponurą wymową całości
Wsi spokojna, wsi wesoła - chciałoby się zawołać na widok prześlicznej rustykalnej posiadłości, w której odnoszący sukcesy autor kryminałów Nicholas (Roger Allam) i jego udręczona małżonka Beth (Tamsin Greig) prowadzą ośrodek pracy twórczej dla pisarzy. Pośród łąk i kwiatów rozmaitej klasy twórcy (jest tu autorka feministyczno-lesbijskich sensacyjek, jest i chłodny akademik specjalizujący się w twórczości Thomasa Hardy’ego) mogą skupić się wyłącznie na pisaniu. O resztę dba znakomita gospodyni, wytresowana przez męża do spełniania wszelkich pisarskich zachcianek. W staraniach o komfort gości wspiera ją jedynie niezawodny Andy (Luke Evans) - ogrodnik i złota rączka.
Jednak bukoliczny spokój to tylko pozory. Małżeństwo Nicholasa i Beth znajduje się w poważnym kryzysie po kolejnej zdradzie, której dopuszcza się podstarzały już lowelas. Sprawy przybierają jednak naprawdę zły obrót wraz z pojawieniem się Tamary Drewe (Gemma Arterton). Dziewczyna przed laty opuściła rodzinną wioskę - była wówczas zakompleksionym brzydkim kaczątkiem z monstrualnie wielkim nosem. Teraz wraca odmieniona po operacji plastycznej, uwodzicielska i pełna planów. Odniósłszy sukces jako londyńska dziennikarka, zamierza napisać debiutancką powieść. Seksowna lala w obcisłych szortach sieje zamęt w męskich sercach, na jej wdzięki reagują zarówno dawny chłopak Andy, wszyscy pisarze oraz koncertujący w okolicy idol nastolatek Ben (Dominic Cooper). Romans z muzykiem nie wszystkim przypadnie do gustu, wywołując całą serię niefortunnych zdarzeń.
Stephen Frears swoje poczucie humoru udowadniał po wielekroć. Choć ma w dorobku i gęste od emocji dramaty, jak "Niebezpieczne związki", to jednak ziarno humoru jest w nich zawsze obecne - od "Mojej pięknej pralni" przez "Przeboje i podboje" po "Królową" Frears miesza jasne i ciemne tony, chętnie też bawi widza celnymi obserwacjami.
Tym razem postanowił pokpić nieco z pisarzy - w końcu zna ich wielu jako reżyser specjalizujący się w literackich adaptacjach.
Notabene "Tamara" także jest ekranizacją ukazującej się w odcinkach na łamach "Guardiana" powieści graficznej autorstwa Posy Simmonds. W galerii pisarskich typów sportretowanych bez litości dla ich słabostek i dziwactw wprawne oko na pewno dopatrzy się realnych pierwowzorów, choć literackie tropy rozsiane są i na poziomie fabuły: pobrzmiewają tu echa prozy Hardy’ego, a całość jest wariacją na temat Andersenowskiej baśni o brzydkim kaczątku.
Film jest tak przyjemnym spektaklem także dzięki wyśmienitej grze aktorskiej - każda, nawet trzecioplanowa postać odegrana jest tu z pasją i wdziękiem. Choć show należy do dwóch osób: Gemmy Arterton i Dominica Coopera. Oboje tworzą barwne, wyraziste typy, ukazane w satyrycznym skrócie, ale bez popadania w karykaturę.
Jednak wszystkie te gry i zabawy umiejętnie związane przez reżysera w przejrzyście skonstruowaną akcję prowadzą nas do zupełnie niewesołego finału. Gorzką wymową i smutnymi diagnozami dotyczącymi ludzkiej natury Frears zbliża się tu do najlepszych komedii Woody’ego Allena. Cóż, życie wcale nie jest zabawne, a kłopoty zdarzają się nawet w raju.
@RY1@i02/2011/004/i02.2011.004.196.028a.001.jpg@RY2@
Katarzyna Nowakowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu