Mydłkowaty seksizm
We wrocław- skiej Entropii wielka baba drożdżowa straszy bronią, a krasnoludki epatują płcią. Grupa Luxus rozprawia się z mirażami kultury konsumpcyjnej
Na wystawę grupy Luxus wchodzi się jak na upiorną ucztę. Długi stół podświetlony kilkoma punktowymi reflektorkami wyłania się z mroku niczym obiekt funeralnego rytuału. Każda z proponowanych potraw eksponatów jest estetyczną igraszką, ale i konsumencką makabreską.
Ekspozycja prac m.in. Pawła Jarodzkiego, Jerzego Kosałki czy Stanisława Sielickiego to zarówno zabawa z semantyką współczesnego konsumeryzmu, jak i przypomnienie pierwszej wystawy grupy dedykowanej "wyrobom cukierniczym o przedłużonym okresie trwałości".
Zaczynamy wędrówkę w miejscu przypadkowym. Światło ledwo wydobywa z ciemności kształty, kolory i faktury. Składu jednych smakołyków musimy się domyślać, inne są ostentacyjnie czytelne jak foremka napełniona plackiem, lecz ozdobiona nie kruszonką, a figurką Matki Boskiej - plastikową butelką do czerpania wody z cudownego źródełka.
Obok znajdziemy wielopiętrową babę drożdżową, której towarzyszy rewolwer na szczycie góry lukru. Smakowicie rozłupaną czaszkę wypełniają cukrowe makaroniki. Dwóm wielkim różowym cycom towarzyszy wściekle zielonkawy napis "Guten Apetit".
Chodząc wokoło stołu, napotykamy - niczym Guliwer - mikroświaty łaknień i pożądliwości. Coś, co przypomina produkt z krainy Haribo, jest stężałą śmiertelnie zbieraniną plastikowych zabawek zatopionych w niby-galaretce.
Są paluszki ozdobione tipsami, zaciśnięte boleśnie pomiędzy ostrzami dwóch tarek w morderczy hamburger. Są zegarki zatopione w czekoladowych pralinkach.. Świat jak z baśni.
Groteskowa, dramatyczna kolekcja ludzkich pożądań. Smakołyki śmiertelne, bo iluzyjne, niestanowiące niczego ponad wyobrażenie błogości, która nie karmi, i sytości, która nuży. Oczywiście można w tych obiektach doszukiwać się traktatu o współczesnym rozpasaniu. Ale nie trzeba.
Można po prostu oglądać te smaki-potwory, łaknienia-traumy, myśląc o sporym talencie luksusowców do przetwarzania banalnych przedmiotów w niebanalne dziełka. Tajemnica spostrzegania znaczeń - zupełnie tak jak w przypadku pornografii - spoczywa na widzach. To w wyobraźni odbiorców ta zwykła niezwykłość zmienia się w pamflet na współczesnych Gargantuę i Pantagruela.
W Entropii oglądamy świat resztek materialnych. Obiekty stworzone z odpadów i okruchów cywilizacji: chińskie zabawki, kiczowate dewocjonalia, kalekie narzędzia, tryby machin, gadżety gospodarstwa domowego. W postaci deserów, galaret, tortów i ciast opowiadają historię nijaką czy nawet byle jaką. Ale też niekiedy wyzywają nas na myślowy pojedynek z kiczowatą polską religijnością, z mydłkowatym seksizmem. Po obejrzeniu tego Luxusu mam jedną wątpliwość - przecież krasnoludki nie mają płci. Więc skąd ten kotek?
@RY1@i02/2011/004/i02.2011.004.196.042a.001.jpg@RY2@
Leszek Pułka
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu